Analiza
W Brukseli rozpoczyna się walka o setki miliardów euro
Niemcy, Holandia, Austria, Dania, Szwecja i Finlandia domagają się obcięcia przyszłego budżetu Unii Europejskiej o kilkaset miliardów euro.
W skrócie

Niemcy, Holandia, Austria, Dania, Szwecja i Finlandia domagają się obcięcia przyszłego budżetu Unii Europejskiej o kilkaset miliardów euro. Pod nóż mogą pójść również pieniądze na rolnictwo i rozwój obszarów wiejskich. Sześciu płatników netto nie ukrywa, że dotychczasowe priorytety wydatkowe Wspólnoty powinny ustąpić miejsca obronności, bezpieczeństwu i konkurencyjności. Jednocześnie w Brukseli narasta presja, aby porozumienie budżetowe osiągnąć jeszcze w 2026 roku. W tle są przyszłoroczne wybory we Francji i Polsce, które mogą zmienić polityczny układ sił w Europie. Pytanie brzmi: czy rachunek za nową unijną politykę zapłacą rolnicy?
Sześć państw mówi: dość wydawania
Pod koniec sierpnia w Berlinie doszło do wydarzenia, które może mieć znacznie większe znaczenie dla przyszłości europejskiego rolnictwa, niż wynikałoby to z zainteresowania, jakie mu poświęcono. Przywódcy sześciu państw należących do głównych płatników netto do budżetu Unii Europejskiej ogłosili wspólne stanowisko wobec nowej perspektywy finansowej na lata 2028–2034.
Dokument podpisany przez Niemcy, Holandię, Austrię, Danię, Szwecję i Finlandię zawiera postulat ograniczenia przedstawionej przez Komisję Europejską propozycji budżetowej o kilkaset miliardów euro.
Nie o kosmetyczne poprawki zatem chodzi, nie o kilkuprocentowe oszczędności na administracji ani o przesunięcie części wydatków między programami. Mowa o zakwestionowaniu skali całego przyszłego budżetu Wspólnoty.
Komisja Europejska zaproponowała bowiem budżet w wysokości niemal 2 bilionów euro, co odpowiada 1,26 proc. dochodu narodowego brutto Unii Europejskiej. Tymczasem grupa sześciu państw uznała, że jest on zbyt kosztowny i powinien zostać istotnie zmniejszony.
W deklaracji opublikowanej 27 sierpnia 2026 roku na stronie niemieckiego rządu zapisano, że propozycję Komisji należy ograniczyć o kilkaset miliardów euro, a w redukcji powinny uczestniczyć wszystkie działy budżetu.
To ostatnie stwierdzenie ma zasadnicze znaczenie dla rolnictwa. Skoro bowiem oszczędności mają obejmować wszystkie główne obszary wydatkowe, trudno zakładać, że Wspólna Polityka Rolna zostanie automatycznie wyłączona z poszukiwania pieniędzy.
28 września przywódcy sześciu państw ponowili żądania w liście skierowanym do premiera Irlandii Micheála Martina oraz przewodniczącego Rady Europejskiej Antónia Costy. Jak informowały Euronews i Agence Europe, zaapelowali o przedstawienie takiej propozycji kompromisowej, która będzie możliwa do sfinansowania przez kraje ponoszące największe obciążenia budżetowe.
W praktyce oznacza to próbę wyznaczenia granic negocjacji jeszcze przed ostatecznym podziałem pieniędzy.
Kim właściwie są „skąpcy”?
Określenie „koalicja skąpców” nie jest oficjalną nazwą żadnej unijnej instytucji. To publicystyczne określenie grupy państw, które od lat opowiadają się za ograniczaniem wspólnych wydatków i sprzeciwiają się automatycznemu zwiększaniu składek do unijnego budżetu.
Historycznie mówiono przede wszystkim o tzw. Frugal Four, czyli oszczędnej czwórce: Holandii, Austrii, Danii i Szwecji. Państwa te odegrały istotną rolę podczas negocjacji poprzednich wieloletnich ram finansowych oraz unijnego funduszu odbudowy po pandemii.
Dziś sytuacja wygląda jednak inaczej. Do wspólnego stanowiska dołączyła Finlandia, a politycznym centrum tej współpracy stały się Niemcy — największa gospodarka Unii i jeden z najważniejszych podmiotów finansujących jej budżet.
To właśnie udział Berlina zasadniczo zmienia wagę całej inicjatywy.
Niemcy nie są już jedynie państwem, które może przychylnie spoglądać na postulaty oszczędnościowe wysuwane przez mniejszych północnoeuropejskich partnerów. Pod rządami kanclerza Friedricha Merza same stały się jednym z głównych rzeczników głębokiej korekty finansowych ambicji Unii.
Warto przy tym zauważyć, że w skład grupy nie wchodzą wszyscy płatnicy netto. Francja, również należąca do państw ponoszących znaczne obciążenia związane z finansowaniem UE, ma inne interesy, zwłaszcza w zakresie rolnictwa.
Nie jest to więc prosty podział na państwa bogate i biedne. To spór o to, do czego w ogóle powinien służyć unijny budżet.
Niemcy chcą oszczędności. Holandia nie zamierza płacić więcej
Najważniejsze żądania sześciu państw można sprowadzić do kilku kwestii: znacznego ograniczenia całkowitego budżetu, utrzymania składek krajowych na akceptowalnym poziomie, oszczędności we wszystkich kategoriach wydatków oraz przesunięcia finansowania w kierunku bezpieczeństwa, obronności, konkurencyjności i migracji.
Berlin podkreśla, że w sytuacji, gdy państwa członkowskie muszą mierzyć się z wysokimi kosztami obsługi długu i koniecznością konsolidacji finansów publicznych, nie można oczekiwać, iż budżet unijny będzie funkcjonował według całkowicie odmiennych zasad.
Argument ten trudno zbyć prostym stwierdzeniem, że płatnicy netto nie chcą pomagać biedniejszym. Z ich perspektywy problem polega na tym, że Unia nakłada na siebie kolejne zadania, ale nie zawsze rezygnuje z dotychczasowych wydatków.
Rosną koszty obronności, trzeba wspierać Ukrainę, finansować rozwój technologii i reagować na geopolityczną niestabilność. Jednocześnie pozostają zobowiązania wobec rolnictwa, regionów i beneficjentów tradycyjnych programów.
Pieniądze na wszystko nie pojawią się jednak same.
Holandia od dawna prezentuje szczególnie restrykcyjne podejście do finansowania UE. Haga sprzeciwia się zwiększaniu obciążeń krajowych oraz traktowaniu wspólnego zadłużania jako normalnego sposobu pokrywania nowych wydatków.
Szwecja idzie jeszcze dalej w precyzowaniu obszarów, w których należy szukać oszczędności. W czerwcu 2026 roku szwedzka minister ds. europejskich Jessica Rosencrantz otwarcie wskazała na konieczność ograniczenia wydatków w polityce spójności oraz części polityki rolnej.
To istotne rozróżnienie. Wspólna deklaracja sześciu państw nie wskazuje dokładnej kwoty, którą należy odebrać rolnictwu. Nie można zatem twierdzić, że cała koalicja uzgodniła już konkretną skalę redukcji WPR. Można natomiast stwierdzić, że w obozie oszczędnościowym istnieje wyraźne poparcie dla cięć obejmujących również ten obszar.
Rolnictwo znów staje się źródłem pieniędzy na nowe priorytety
Dla europejskich rolników dyskusja o nowym budżecie zaczęła się od propozycji, która sama w sobie wzbudziła kontrowersje.
Komisja Europejska zamierza bowiem gruntownie przebudować sposób finansowania Wspólnej Polityki Rolnej po 2027 roku.
Dotychczas WPR dysponowała wyodrębnionymi funduszami, obejmującymi między innymi dopłaty bezpośrednie i rozwój obszarów wiejskich. W nowej perspektywie znacząca część finansowania rolnictwa ma zostać włączona do szerszych krajowych i regionalnych planów partnerstwa, w których znajdą się również inne cele rozwojowe.
Komisja zapewnia, że rolnicy otrzymają gwarantowane minimum wynoszące około 300 mld euro. Kwota ta ma obejmować nie tylko dopłaty obszarowe, ale także część instrumentów wspierania dochodów, inwestycje, działania rolnośrodowiskowe oraz zabezpieczenia na wypadek kryzysów rynkowych.
Problem polega na tym, że w obecnej perspektywie finansowej na WPR przeznaczono około 386,6 mld euro.
Nie oznacza to automatycznie zmniejszenia całkowitych wydatków rolnych o ponad 86 mld euro. Nowa i stara konstrukcja finansowa nie są bowiem w pełni porównywalne. Część instrumentów rolnych może być finansowana także z innych elementów planów krajowych.
Jednak z punktu widzenia rolników zasadnicze znaczenie ma nie tylko to, ile pieniędzy teoretycznie będzie można przeznaczyć na rolnictwo, ale ile zostanie dla niego zagwarantowanych.
Między możliwością sfinansowania określonego programu a prawnym obowiązkiem przeznaczenia na niego środków istnieje przecież zasadnicza różnica.
Jeżeli pieniądze na rozwój obszarów wiejskich, inwestycje rolnicze i inne działania mają konkurować z finansowaniem infrastruktury, transformacji energetycznej czy pozostałych przedsięwzięć rozwojowych, pojawia się pytanie, kto ostatecznie wygra ten podział.
Gdy do takiej konstrukcji dołączymy presję na ograniczenie całego budżetu o kilkaset miliardów euro, problem staje się jeszcze poważniejszy.
Wspólna Polityka Rolna może znaleźć się pod presją z dwóch stron: mniejszej dostępnej puli środków oraz większej konkurencji o pieniądze, które nie będą już z góry przypisane rolnictwu.
To właśnie dlatego część europejskich organizacji rolniczych krytykuje projekt Komisji. COPA-COGECA, reprezentująca interesy rolników i spółdzielni rolniczych, ostrzegała przed konsekwencjami włączenia WPR do wspólnego funduszu, osłabieniem jej odrębności oraz spadkiem realnej wartości dostępnego finansowania.
Nie chodzi więc wyłącznie o księgowy spór dotyczący wysokości unijnego budżetu. Chodzi także o zmianę zasad, na podstawie których europejskie rolnictwo ma funkcjonować przez kolejne siedem lat.
Płatnicy netto kontra obrońcy tradycyjnego budżetu
Nie wszystkie państwa Unii podzielają stanowisko oszczędnościowej szóstki.
Francja, dla której rolnictwo pozostaje jednym z kluczowych sektorów gospodarczych i politycznych, konsekwentnie podkreśla znaczenie odpowiedniego finansowania WPR.
Paryż zwraca uwagę na bezpieczeństwo żywnościowe, konkurencyjność producentów oraz potrzebę utrzymania europejskiej produkcji rolnej. Francuscy politycy muszą przy tym brać pod uwagę bardzo silną pozycję organizacji rolniczych, które wielokrotnie pokazywały, że potrafią skutecznie wpływać na krajową debatę publiczną.
Hiszpania z kolei poszukuje rozwiązań pozwalających sfinansować unijne priorytety bez radykalnego ograniczania tradycyjnych wydatków. Madryt opowiada się między innymi za większą elastycznością w kwestii wspólnego zadłużania i spłaty zobowiązań zaciągniętych podczas pandemii.
Włochy również mają interes w utrzymaniu finansowania rolnictwa i polityki regionalnej, choć stanowiska Rzymu nie można sprowadzać do bezwarunkowej akceptacji całej propozycji Komisji.
Polska należy natomiast do państw, dla których utrzymanie silnej WPR i polityki spójności ma szczególne znaczenie.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wielokrotnie podkreślało, że bezpieczeństwo żywnościowe jest częścią bezpieczeństwa państwa. Resort wskazywał także na potrzebę zagwarantowania środków zarówno na wsparcie dochodów gospodarstw, jak i na rozwój obszarów wiejskich.
W marcu 2026 roku minister rolnictwa Stefan Krajewski informował, że zgodnie z ówczesnymi propozycjami Komisji Polska mogłaby przeznaczyć na rolnictwo, rozwój wsi i rybactwo łącznie nawet 48,3 mld euro, uwzględniając współfinansowanie krajowe.
Nie jest to jednak kwota ostatecznie przyznana Polsce. Jej rzeczywista wysokość będzie zależała od końcowego kształtu budżetu, zasad finansowania poszczególnych instrumentów oraz decyzji krajowych.
Warto również pamiętać, że sama Komisja Europejska nie występuje w tym sporze jako jednoznaczny obrońca dotychczasowego modelu WPR. To przecież jej propozycja zakłada fundamentalną przebudowę systemu finansowania rolnictwa.
Dlatego dla polskich rolników stawką negocjacji jest zarówno ochrona pieniędzy przed dodatkowymi cięciami, jak i zabezpieczenie odpowiedniego udziału rolnictwa w nowej strukturze funduszy.
Czy „skąpcy” mogą przeforsować swoje żądania?
Wbrew temu, co mogłoby wynikać z prostego porównania liczby państw, sześciu uczestników koalicji posiada istotną siłę negocjacyjną.
Wieloletnie ramy finansowe Unii Europejskiej wymagają jednomyślności w Radzie UE oraz zgody Parlamentu Europejskiego. Oznacza to, że żaden ostateczny kompromis nie zostanie przyjęty, jeżeli choćby jedno państwo członkowskie odmówi jego zaakceptowania.
Niemcy, Holandia i pozostali uczestnicy grupy mogą więc blokować rozwiązania, które uznają za zbyt kosztowne.
Jednocześnie identycznym narzędziem dysponują państwa sprzeciwiające się zbyt daleko idącym redukcjom.
To właśnie dlatego nie należy zakładać, że postulat zmniejszenia budżetu o kilkaset miliardów euro zostanie przyjęty w całości.
Przedstawienie maksymalnie daleko idących żądań jest bowiem także elementem negocjacji. Jeżeli punktem wyjścia staje się obniżenie budżetu o kilkaset miliardów euro, nawet mniejsze cięcia można później przedstawić jako kompromis.
Dla obrońców finansowania WPR oznacza to jednak, że presja oszczędnościowa nie musi zakończyć się pełnym sukcesem koalicji, aby wywołać rzeczywiste konsekwencje.
Wystarczy, że ostateczne porozumienie będzie oznaczało niższy budżet niż proponowała Komisja, a tradycyjne polityki nie uzyskają dodatkowych gwarancji finansowych.
Istotną przeciwwagą pozostaje Parlament Europejski.
W kwietniu 2026 roku europosłowie przyjęli stanowisko zakładające budżet na poziomie 1,27 proc. dochodu narodowego brutto UE, przy czym koszty spłaty długu związanego z funduszem odbudowy miałyby zostać wyłączone poza ten limit.
Parlament domaga się również ochrony środków na rolnictwo i spójność. Już wcześniej opowiadał się za utrzymaniem odrębnego, odpowiednio finansowanego budżetu WPR, sprzeciwiając się jej całkowitemu podporządkowaniu szerszym programom krajowym.
Różnice między Parlamentem a częścią państw członkowskich są więc znaczne.
Możliwe kierunki kompromisu obejmują zarówno ograniczenie ogólnej kwoty proponowanej przez Komisję, jak i zmianę proporcji wydatków, wzmocnienie gwarancji dla rolnictwa czy korektę sposobu finansowania nowych priorytetów.
Na obecnym etapie nie ma jednak podstaw, aby przesądzać, który wariant zostanie zaakceptowany.
Dlaczego Bruksela chce porozumienia jeszcze przed wyborami we Francji i Polsce?
Jest jeszcze jeden element negocjacji, którego nie sposób oddzielić od politycznego kalendarza.
Przywódcy unijni chcą osiągnąć porozumienie dotyczące nowych wieloletnich ram finansowych przed końcem 2026 roku, mimo że nowy budżet ma zacząć obowiązywać dopiero 1 stycznia 2028 roku.
Oficjalne uzasadnienie jest jasne.
W konkluzjach Rady Europejskiej z 19 czerwca 2026 roku wskazano, że osiągnięcie porozumienia jeszcze w tym roku umożliwi przyjęcie odpowiednich aktów prawnych w 2027 roku, tak aby unijne finansowanie mogło ruszyć bez zakłóceń wraz z początkiem nowej perspektywy.
To argument organizacyjny, którego nie można lekceważyć. Każda wieloletnia perspektywa wymaga bowiem nie tylko ustalenia ogólnych kwot, ale późniejszego przyjęcia przepisów sektorowych oraz przygotowania programów krajowych.
Tym razem jednak unijny pośpiech ma także istotny kontekst polityczny.
W 2027 roku odbędą się wybory prezydenckie we Francji oraz wybory parlamentarne w Polsce. W obu przypadkach mogą one doprowadzić do istotnej zmiany układu politycznego.
We Francji silną pozycję sondażową utrzymuje prawicowe Zjednoczenie Narodowe. Marine Le Pen w przedstawionych na początku października propozycjach gospodarczych opowiedziała się między innymi za ograniczeniem francuskich obciążeń związanych z budżetem UE.
Według Reutersa postulowała także zmniejszenie wydatków krajowych o 140 mld euro do 2032 roku. Jednym z elementów jej programu jest ograniczenie francuskiej wpłaty netto do unijnego budżetu do 5 mld euro.
To pokazuje, że ewentualna zmiana władzy w Paryżu nie musi oznaczać pojawienia się kolejnego bezwarunkowego obrońcy wysokich wydatków UE.
Przeciwnie, nowy francuski ośrodek władzy mógłby stawiać własne żądania dotyczące składek, polityki rolnej i zakresu wspólnego finansowania.
W Polsce wybory parlamentarne również mogą przynieść zmianę rządu. Jednym z możliwych scenariuszy jest powrót do władzy ugrupowań konserwatywnych, przede wszystkim Prawa i Sprawiedliwości, choć wynik wyborów pozostaje otwarty.
Zmiana rządu w Warszawie mogłaby oznaczać również zmianę strategii negocjacyjnej wobec Brukseli, szczególnie w kwestiach polityki rolnej, warunkowości finansowania, migracji czy zakresu kompetencji instytucji unijnych.
Należy jednak odróżnić dwie rzeczy.
Faktem jest, że instytucje UE oraz państwa członkowskie chcą osiągnąć porozumienie budżetowe jeszcze w 2026 roku. Faktem jest również, że w 2027 roku odbędą się ważne wybory mogące zmienić układ sił w Radzie Europejskiej.
Nie ma natomiast publicznie potwierdzonych podstaw, aby uznać, że jedynym lub oficjalnym celem przyspieszenia negocjacji jest uprzedzenie ewentualnego zwycięstwa konserwatystów we Francji i Polsce.
Można jednak postawić istotne pytanie polityczne: czy obecnym przywódcom łatwiej będzie uzgodnić wieloletni budżet teraz, niż po potencjalnej zmianie rządów w dwóch dużych państwach członkowskich?
Z punktu widzenia negocjacyjnej logiki taka możliwość ma znaczenie.
Nowy rząd może zażądać ponownego otwarcia uzgodnionych wcześniej kwestii, zmienić priorytety lub uzależnić swoje poparcie od dodatkowych ustępstw.
Im więcej takich zmian, tym trudniej o jednomyślność.
Co istotne, ewentualne pojawienie się silniejszych ugrupowań eurosceptycznych lub konserwatywnych nie musi oznaczać zwiększenia środków na rolnictwo. Partie te mogą jednocześnie opowiadać się za ochroną własnych rolników i ograniczeniem całkowitych wpłat do budżetu Unii.
Konsekwencje wyborów mogą być więc bardziej skomplikowane niż prosty podział na zwolenników wysokiego i niskiego budżetu.
Kto zapłaci za europejskie bezpieczeństwo?
Najważniejszy problem, przed którym stoi dziś Wspólna Polityka Rolna, można sprowadzić do jednego pytania: czy Unia Europejska zamierza finansować swoje nowe ambicje dodatkowymi pieniędzmi, czy przede wszystkim przesunięciami w istniejącym budżecie?
W debacie publicznej od kilku lat coraz więcej mówi się o potrzebie wzmacniania europejskiej obronności, rozwoju przemysłu zbrojeniowego, niezależności technologicznej i odporności gospodarczej.
Cele te są uzasadniane pogarszającą się sytuacją bezpieczeństwa międzynarodowego oraz rosnącą konkurencją ze strony Stanów Zjednoczonych i Chin.
Jednocześnie rolnictwo pozostaje jednym z obszarów, w których wspólna polityka europejska ma najbardziej bezpośredni wpływ na sytuację ekonomiczną milionów gospodarstw.
Warto przypomnieć, że bezpieczeństwo żywnościowe również jest elementem bezpieczeństwa strategicznego.
Europa potrzebująca większych zdolności obronnych nie przestaje przecież potrzebować własnej produkcji żywności, stabilnych łańcuchów dostaw ani konkurencyjnych gospodarstw rolnych.
Z tego punktu widzenia przeciwstawianie bezpieczeństwa militarnego bezpieczeństwu żywnościowemu tworzy trudny dylemat budżetowy. Nie oznacza to jednak, że utrzymanie każdego dotychczasowego mechanizmu dopłat jest bezdyskusyjnie konieczne.
Zwolennicy reform wskazują, że WPR również powinna być oceniana pod kątem skuteczności, koncentracji pomocy i wpływu na rozwój gospodarstw. Można więc jednocześnie bronić odpowiedniego finansowania rolnictwa i domagać się bardziej efektywnego wykorzystania dostępnych pieniędzy.
Problem zaczyna się wtedy, gdy dyskusja o efektywności zostaje sprowadzona wyłącznie do konieczności ograniczenia wydatków.
Dla rolnika planującego inwestycję w gospodarstwie najważniejsza jest bowiem przewidywalność warunków finansowania. Tymczasem niepewność co do wielkości przyszłych środków, kryteriów przyznawania pomocy i krajowych priorytetów inwestycyjnych może sama w sobie wpływać na decyzje gospodarcze.
Polska wieś między oszczędnościami a nowym modelem finansowania
Dla Polski konsekwencje obecnych negocjacji mogą być szczególnie istotne.
Polskie rolnictwo nadal potrzebuje znaczących inwestycji w modernizację produkcji, przetwórstwo, gospodarkę wodną i zwiększanie efektywności gospodarstw.
Równocześnie wielu producentów rolnych mierzy się z presją kosztową, wahaniami cen skupu, rosnącymi wymaganiami środowiskowymi i konkurencją międzynarodową.
W takiej sytuacji stabilność finansowania WPR ma znaczenie nie tylko dla bieżących dochodów rolników, ale także dla podejmowania długoterminowych decyzji inwestycyjnych.
Największym zagrożeniem nie musi przy tym okazać się wyłącznie nominalny spadek unijnych wydatków.
Równie istotne może być osłabienie gwarancji, że określona część pieniędzy zostanie wykorzystana właśnie na potrzeby sektora rolnego.
Jeżeli przyszłe wydatki na rozwój wsi będą zależały w większym stopniu od krajowych planów i decyzji politycznych, polskie rolnictwo będzie musiało skuteczniej konkurować o środki z innymi sektorami.
To oznacza, że odpowiedzialność za ostateczną skalę wsparcia częściowo przesunie się z poziomu unijnego na poziom krajowy.
W negocjacjach znaczenie mają zatem nie tylko wysokość całego budżetu, ale również szczegółowe gwarancje dla rolnictwa, sposób obliczania kopert krajowych, zasady współfinansowania oraz ochrona środków przed przesuwaniem ich na inne cele.
To właśnie na tych elementach będzie można ostatecznie ocenić skutki przyszłego porozumienia dla polskiej wsi.
Czy pieniędzy na rolnictwo rzeczywiście będzie mniej?
Na obecnym etapie nie można jeszcze przesądzić o ostatecznej skali finansowania WPR po 2027 roku. Negocjacje trwają, a stanowiska państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego są od siebie odległe.
Można jednak wskazać kilka faktów.
Po pierwsze, sześć państw należących do największych płatników netto oficjalnie domaga się ograniczenia nowego budżetu o kilkaset miliardów euro.
Po drugie, postulowane oszczędności mają obejmować wszystkie główne działy wydatkowe, a przynajmniej część uczestników koalicji otwarcie wskazuje politykę rolną jako obszar możliwych redukcji.
Po trzecie, już sama propozycja Komisji Europejskiej oznacza głęboką zmianę modelu finansowania WPR oraz ograniczenie zakresu środków jednoznacznie wyodrębnionych na rolnictwo w porównaniu z dotychczasową konstrukcją funduszy.
Po czwarte, dążenie do porozumienia jeszcze w 2026 roku nakłada się na kalendarz polityczny, który w przyszłym roku może istotnie zmienić układ sił we Francji i Polsce.
W rezultacie rolnictwo znalazło się w centrum znacznie szerszego konfliktu o przyszłość europejskiej integracji.
Koalicja oszczędnościowa ma narzędzia, aby wymusić ustępstwa. Przeciwnicy głębokich redukcji również mają możliwość blokowania niekorzystnego kompromisu. Ostateczny wynik będzie zatem zależał od tego, gdzie państwa członkowskie znajdą wspólny interes.
Jedno jest już dziś widoczne: Wspólna Polityka Rolna przestaje być traktowana jako obszar, którego dotychczasowy poziom finansowania należy przyjmować za oczywistość.
A to oznacza, że pytanie o przyszłość unijnych dopłat nie brzmi już wyłącznie: ile pieniędzy Komisja Europejska zaproponuje rolnikom?
Coraz ważniejsze staje się inne: ile z tych pieniędzy pozostanie, kiedy państwa członkowskie zakończą między sobą negocjacje o to, kto i za co ma płacić?
Dla polskiej wsi odpowiedź na to pytanie będzie miała znaczenie przez całą następną dekadę.
Źródła
- Federalny Rząd Niemiec, Statement of Denmark, Germany, the Netherlands, Austria, Finland, and Sweden on the MFF 2028–2034, 27 sierpnia 2026 r.
- Agence Europe, Six ‘frugal’ countries keep up pressure for massive cuts to post-2027 EU budget, 30 września 2026 r.
- Euronews, Frugal countries pile on pressure to shrink EU budget, 29 września 2026 r.
- Komisja Europejska, The 2028–2034 EU budget for a stronger Europe, dokumentacja projektu budżetu.
- Komisja Europejska, Minimum national allocations for the CAP after 2027, 17 września 2025 r.
- Parlament Europejski, Parliament adopts its position on the future of EU agriculture policy, 10 września 2025 r.
- Parlament Europejski, EU long-term budget: responding to citizens’ expectations and major challenges, 28 kwietnia 2026 r.
- Rada Europejska, Konkluzje z 19 czerwca 2026 r. dotyczące przyszłych ram finansowych.
- Irlandzka prezydencja w Radzie UE, Program i priorytety prezydencji.
- Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Programowanie rozwoju obszarów wiejskich w nowej perspektywie finansowej, 19 marca 2026 r.
- Reuters, Le Pen eyes bond markets with promise of bigger spending cuts, 6 października 2026 r.
- Parlament Europejski, Legislative Train – Common Agricultural Policy 2028–2034, zestawienie dokumentacji legislacyjnej i stanowisk organizacji rolniczych.



