Talk icon

Inwestycje, Gospodarka, Polityka

10-08-2023

Autor: Jacek Zarzecki

Zarzecki: Polski sektor wołowiny znajduje się w dobrej kondycji, a ceny niebawem wzrosną

Polski sektor wołowiny

Jacek Zarzecki w rozmowie z naszym portalem ocenił, w jakiej kondycji znajduje się obecnie polski sektor wołowiny. 

Prezes Zarządu Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego podkreślił, że pomimo spadających cen wołowiny branża znajduje się w dobrej kondycji. Odniósł się on także do perspektyw eksportowych dla sektora oraz koniecznych zmian, które należy wprowadzić w Krajowym Planie Strategicznym.

Polski sektor wołowiny podtrzymuje dobrą koniunkturę

Swiatrolnika.info: Panie Prezesie, w jakiej kondycji znajduje się obecnie polski sektor wołowiny?

Jacek Zarzecki: Mimo spadających cen, które są naturalną rzeczą w trzecim kwartale każdego roku, to sektor wołowiny znajduje się w dobrej kondycji. Jesteśmy mimo wszystko najbardziej stabilnym rynkiem rolno-spożywczym w Polsce. Chciałbym tylko przypomnieć, że mimo tego, że ceny rok do roku spady o blisko 15%, to jeżeli porównamy te ceny z rokiem 2021, to są one nadal ponad 40% wyższe. Zeszły rok, tak jak zresztą o tym głośno mówiliśmy, był rokiem nienormalnego wzrostu cen żywca wołowego, bo to było ponad 50 procent. Dzisiaj przyszedł taki czas redukcji, spadku cen, ale liczymy na to, że te ceny po zakończeniu trzeciego kwartału zaczną powoli wracać do tych poziomów z maja bieżącego roku, ponieważ zapotrzebowanie na rynku europejskim czy na rynkach trzecich na polską wołowina nadal jest. Dzisiejsza cena jest dla nas konkurencyjna. Kończy się okres, kiedy toczą się rozmowy na temat wzoru świadectwa weterynaryjnego dla żywych zwierząt dla Turcji, więc te ceny powinny pod koniec sierpnia powoli rosnąć.

Swiatrolnika.info: Proszę powiedzieć, jakie perspektywy eksportowe ma przed sobą polska wołowina?

Jacek Zarzecki: Jeżeli chodzi o eksport, to pamiętajmy, że blisko 75% polskiej wołowiny eksportujemy i jest to bardzo duży wolumen naszej produkcji. Można to zrzucić na karb tego, że spożycie krajowe jest niskie, bo wynosi 4,2 kilograma oraz osiąga wartość dwa razy niższą niż średnie spożycie w Unii Europejskiej. Ale z roku na rok to spożycie u nas rośnie. Jeszcze kilka lat temu statystyczny Kowalski zjadał niewiele więcej niż 1,2 kilograma wołowiny. Dzisiaj, tak jak wspomniałem, jest to ponad 4 kilogramy. Także biorąc pod uwagę wzrost krajowego spożycia oraz nasz potencjał eksportowy nie tylko do krajów Unii Europejskiej, gdzie w zeszłym roku mieliśmy wyraźny wzrost eksportu między innymi do Francji, która odnotowała mniejszą ilość ubojów oraz spadek pogłowia bydła, to nasze perspektywy na ten rok i na lata następne są bardzo dobre. Dodatkowo został otwarty rynek chiński, “Święty Graal” dla każdego eksportera wołowiny, gdzie uzgadniane są teraz wszystkie procedury weterynaryjne i będzie tam możliwości eksportowania mięsa wołowego, wołowego. Zobaczymy, jak nam tam pójdzie. Także jest rynek turecki dla zwierząt, gdzie także te ceny powinny być satysfakcjonujące dla rolników. Jest też ostatni etap rozmów na temat otwarcia rynku, jeżeli chodzi o Wietnam, czy też perspektywę otwarcia rynku koreańskiego, Więc myślę, że to jest ten czas, kiedy sektor spokojnie będzie się rozwijał, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że produkcja w Unii Europejskiej spada. Jeżeli nam się uda utrzymać produkcję na tym poziomie, na którym jest, no to jest szansa na to, żeby ten sektor nadal się rozwijał.

Swiatrolnika.info: Jak odniesie się Pan do kolejnych ataków medialnych, tym razem na sektor drobiarski?

Jacek Zarzecki: Przeciwnicy polskiej hodowli zwierząt jakiejkolwiek wykorzystują każdy element do tego, żeby zaszkodzić poszczególnym sektorom hodowlanym. Tak jak mieliśmy już aferę z olejem samochodowym, którym miał być karmiony polski drób, tak samo jedna z gazet rozkręciła aferę mówiącą o tym, że koty zdychają od polskiego drobiu. W żaden sposób nie zostało to potwierdzone i jest to afera jedynie medialna która ma na celu zaszkodzić polskiemu sektorowi drobiarskiemu, który jest liderem w Unii Europejskiej. Jesteśmy największym producentem i eksporterem drobiu w Europie. Walczymy o tę pozycję między innymi z Ukrainą, która dzięki zniesieniu ceł i kontyngentów rozpycha się na rynku europejskim, mimo że nie spełnia warunków w zakresie czy to dobrostanu zwierząt, czy to w zakresie środków przeciwko drobnoustrojom, użycia antybiotyków czy innych środków potrzebnych do produkcji – a takie warunki  muszą spełniać polscy i europejscy producenci drobiu. Także Ukraińcy rozpychają się na naszym rynku europejskim i z nami konkurują. Oczywiście my jesteśmy za konkurencją, ale ta konkurencja musi się odbywać na zdrowych i równych zasadach. Nie może być tak, że ktoś produkuje bez ograniczeń żadnych, które mają polscy producenci drobiu i oczekuje, że będzie miał taki sam dostęp do rynku europejskiego jak członek Unii Europejskiej. Zadaniem Unii Europejskiej jest przede wszystkim chronienie rynku europejskiego, europejskich producentów drobiu i zresztą każdego innego sektora rolnego, a dopiero później patrzenie, jak w jakiś sposób pomoc krajowi, który znajduje się w stanie wojny z Rosją. Oczywiście nikt nie zaprzecza temu, że Ukrainie trzeba pomagać, ale przede wszystkim trzeba chronić sektor rolno-spożywczy w Polsce i w Europie, bo to jest gwarancja bezpieczeństwa żywnościowego nie tylko dla Polaków, ale także dla Europejczyków. Ja mam dziwne podejrzenia, że ten atak medialny na polski sektor drobiarski nie wziął się znikąd. Dziwnym trafem bym się nie zdziwił, jeżeli byłoby w to zaangażowane obce służby. A ten pomór czy też te upadki, ta cała afera, która była rozkręcana po to, żeby zaszkodzić opinii polskiego drobiu.

Swiatrolnika.info: Jakie zmiany w KPS powinny być w Pana opinii wprowadzone?

Jacek Zarzecki: Jeżeli chodzi o Krajowy Plan Strategiczny i ekoschemat przede wszystkim dobrostanu zwierząt, to należy podkreślić, że jest to wielki sukces. Ponad 100 tysięcy wniosków w zakresie dobrostanu bydła zostało złożonych i to jest ponad dwa razy więcej niż w roku poprzednim. To znaczy, że te rozwiązania, które zaproponowaliśmy wspólnie z komisarzem Januszem Wojciechowskich i ministrem Kowalczykiem, a później, które zostały jeszcze w grudniu zmienione i został dodany do tego między innymi “chów otwarty”, no to pokazuje, że ten kierunek dobrostanu, który przyjęliśmy, jest dobrym kierunkiem. To nie oznacza jednak, że nie ma czego tam poprawiać. Jeżeli spojrzymy na wykorzystanie środków, to blisko 87% środków z dobrostanu zwierząt zostało wykorzystanych, ale np. przy wypasie opasów to tam wykorzystanie środków jest na poziomie 7%, a więc widać, że ten element nie wypalił. My jesteśmy zwolennikami na dzień dzisiejszy przede wszystkim wprowadzenia dwóch zasadniczych zmian. Pierwsza to jest taka, że zniesienie tego limitu do 150 sztuk bydła, ale jedynie w przypadku takim, gdy ten dobrostan zwierząt realizowany w systemach jakości. Tam chodzi o to, żeby te warunki dobrostanu zwierząt były jak najwyższe, a zniesienie limitu ilościowego tych stu pięćdziesięciu DJP, do których może być przyznawana pomoc w połączeniu z uczestnictwem w systemie jakości, np. QMP to powoduje, że zwiększa się liczba zwierząt, które mają zapewniony większy dobrostan. Druga rzecz to trzeba usiąść i przemyśleć kwestie samego rozporządzenia. Brakuje tam jasnych definicji tj. definicji budynku czy pomieszczeń oraz takich elementów, na które musimy zwrócić uwagę i je po prostu poprawić. Myślę jednak, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby w pełni te środki w Krajowym Planie Strategiczne wykorzystać.

Polecane artykuły

zaostrzenie protestów rolników

Zaostrzenie protestów rolniczych. Rolnicy poszli do biur polityków.

EUnitedAgri

Szczyt rolniczy #EUnitedAgri w Brukseli

WPR Zielony ład

Unia robi pierwszy krok. Zielony ład i WPR do zmiany