Talk icon

Inwestycje, Gospodarka, Polityka

24-08-2023

Autor: dr inż. Andrzej Gantner

Inflacja pozostaje dwucyfrowa! Gantner: Ceny żywności rosną równie szybko, lecz jest szansa na wyhamowanie trendu

Ceny żywności

Andrzej Gantner w rozmowie z naszym portalem odniósł się do obecnego wpływu inflacji na ceny żywności w sklepach. 

Dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców zwraca uwagę, ze pod koniec roku jest szansa, aby osiągnąć jednocyfrową inflację w przypadku cen żywności. Jednak podkreślił, że będzie to mocno uwarunkowane sytuacją za naszą wschodnią granicą. 

Czy ceny żywności spadną w najbliższych miesiącach? 

Swiatrolnika.info: Jak obecna inflacja przekłada się na ceny żywności? 

Andrzej Gantner: Inflacja ciągle ma wysoki wpływ na ceny żywności. Można powiedzieć, że nawet wyższy niż średnia dla wszystkich innych dóbr i usług. Według pierwszych szacunków w lipcu mieliśmy wzrost cen żywności o około 15% rok do roku. W porównaniu ze średnią inflacją, która wynosiła 10,6 proc. widać, że ceny żywności ciągle stanowią wiodący czynnik wzrostu cen w Polsce. Warto wziąć pod uwagę fakt, że analizując rok do roku poziom inflacji w lipcu 2022 roku, był już bardzo wysoki i wynosił 15%, co oznacza, że jak na razie w 2023 mamy do czynienia z bardzo wysoką inflacją cen żywności. Natomiast jeżeli spojrzymy na zmiany cen miesiąc do miesiąca, to widać wstępne wyhamowanie wzrostów cen, a nawet spadek w niektórych kategoriach. Czyli jest drożej niż przed rokiem, ale taniej niż miesiąc temu. Związane jest to głównie z sezonowością podaży, chociażby takich produktów jak warzywa, ale również z notowanym od 3 miesięcy spadkiem popytu i zaostrzającą się walką cenową o klienta zarówno na poziomie producentów jak i handlu. Widać to w silnych promocjach produktów z koszyka podstawowego – czyli chociażby w produktach mleczarskich, mięsnych i również w przypadku przetworów owocowo-warzywnych. To jest dobra wiadomość dla konsumentów, natomiast zła dla producentów i rolników, gdyż obniżki cen nie są spowodowane obniżkami kosztów produkcji, a jedynie wymuszone warunkami rynkowymi.

Swiatrolnika.info: A jak według Pana będzie się kształtować inflacja i ceny żywności w najbliższych tygodniach czy miesiącach?

Andrzej Gantner: Wszystko wskazuje na to, że wskaźniki inflacyjne powinny być z miesiąca na miesiąc coraz niższe. To jest zarówno efekt wysokiej bazy z tamtego roku, bo to już był ten moment, kiedy skutki wybuchu wojny w Ukrainie były widoczne zarówno na rynku surowców i nośników energii co przełożyło się na silnie wzrosły koszty produkcji żywności, jak również stabilizacji kosztów i bariery popytu. Jest szansa, że gdzieś pod koniec roku być może dojdziemy do jednocyfrowej inflacji w cenach żywności. Aczkolwiek warto zauważyć, że sytuacja na rynku surowców, a także ta związana z pozostałymi kosztami produkcji żywności jest dużo mniej stabilna niż we wszystkich innych branżach. W związku z tym trend jest faktycznie spadkowy, natomiast czy on zostanie utrzymany, czy coś się nie wydarzy na rynku środków produkcji lub nie dojdzie do jakiejś eskalacji wojny żywnościowej, którą Rosja prowadzi w tej chwili na skalę światową w tym z Unią Europejską, to trudno w tej chwili powiedzieć. Według logiki rynkowej ceny powinny spadać. Jednak ostatnie dwa lata nauczyły wszystkich, że nawet krótkoterminowe  prognozy mogą być obarczone dużym ryzykiem błędu.

Swiatrolnika.info: Czyli jest szansa, aby powrócić do tych poprzednich cen żywności?

Andrzej Gantner: W tym roku na pewno nie ma szans aby powrócić do tych poprzednich cen, ponieważ jeśli będziemy inflację 7 czy 8-procentową pod koniec roku, ciągle oznacza to wzrosty cen i poziomy wyższe niż rok temu. Musielibyśmy wejść w tzw. deflację, czyli faktycznie wskaźniki musiałby być ujemne rok do rok, co w relaiach rynkowych oznacząłoby średnie spadki cen rzędu ponad 20 proc. co chwilowo jest niemożliwe, chociażby biorąc pod uwagę poziom kosztów produkcji rolnej i przetwórstwa. Dodatkowo koszty energii dla przedsiębiorców mamy najwyższe w całej Unii Europejskiej, więc trudno, żeby to się nie przekładało na ceny żywności.

Swiatrolnika.info: W jaki sposób obecna sytuacja na Ukrainie wpływa na nasz polski rynek żywności?

Andrzej Gantner: Obecna sytuacja jest bardziej skomplikowana niż w dniu wybuchu wojny.  Rosja prowadzi wojnę żywnościową z całym światem oraz wojnę na wyniszczenie ukraińskiego rolnictwa. Działania Rosji mają na celu destabilizację sytuacji społeczno-gospodarczej w wielu rejonach świata. Między innymi w tych krajach, gdzie zboże ukraińskie jest faktycznie potrzebne do utrzymania bezpieczeństwa żywnościowego. Część krajów afrykańskich nie produkuje zboża i są całkowicie uzależnione od importu z Ukrainy. To jest około 20% całego eksportu zbóż z Ukrainy. To głównie są to kraje afrykańskie. Dodatkowo dużymi odbiorcami zboża ukraińskiego jest między innymi Azja, w tym Chiny. To jest około 30% całego eksportu zboża z Ukrainy. Również Unia Europejska jest bardzo dużym odbiorcą ukraińskiego zboża, mając udział około 40% w całym eksporcie Ukrainy. Obecnie mamy sytuację, która z jednej strony, powinna powodować wzrosty cen zbóż – bo jeżeli ukraiński eksport zostanie wstrzymany lub się załamie – no to faktycznie dojdzie do niedoboru zbóż na rynku światowym. Natomiast z drugiej strony mamy zupełnie nietypową sytuację wewnątrz naszego rynku i nie tylko naszego, wewnątrz europejskiego rynku, gdzie zalegają duże nadwyżki zbóż. To są nadwyżki pochodzące jeszcze z ubiegłego roku z Ukrainy, które w założeniu miały trafić na rynki trzecie, a w praktyce zostały w silosach na terenie krajów UE w tym Polski. Wchodzimy w żniwa z dużymi zapasami i małymi możliwościami eksportowymi ze względu na przepustowość portów i ograniczonymi zdolnościami do magazynowania zbóż.  

W tej chwili nasze moce przeładunkowe są mocno obciążone tym, co jeszcze wpłynęło w tamtym roku do Polski. Niestety w ciągu ostatniego roku mimo zapowiedzi ta przepustowość nie uległa poprawie. Biorąc pod uwagę, że blokada portów czarnomorskich spowoduje intensyfikację eksportu ukraińskiego na rynek UE, a w szczególności krajów ościennych, ponowne otwarcie od 15 września rynków na zboże z Ukrainy będzie olbrzymim wyzwaniem i bardzo mocno uderzy w niestabilny rynek zbóż w Polsce, pogarszając i tak już bardzo trudną sytuację polskich rolników. Z jednej strony możliwości zbytu zbóż – to jest być albo nie być dla ukraińskich rolników i gospodarki, a rynek UE jest bliski i atrakcyjny cenowo szczególnie jeżeli od 15 września zostaną zniesione funkcjonujące obecnie ograniczenia, z drugiej strony może doprowadzić to do poważnych napięć społecznych w Polsce i bankructw wielu polskich gospodarstw.  Oczywiście wszyscy by chcieli pomagać Ukrainie w eksporcie zbóż na rynki poza UE chociażby specjalnymi korytarzami transportowymi, ale wszyscy już widzą, że przez rok nie zadziało się nic. Żadne moce przeładunkowe nie zostały zwiększone. Nie było też i nie ma żadnego wsparcia pod tym względem ze strony UE. Efekt jest taki, że mamy ok. 2-3 mln ton zboża z Ukrainy w Polsce i jeszcze kilka milionów w innych krajach UE, z którym nie wiadomo co zrobić. Za chwilę dojdzie zboże zebrane w tym roku i finalnie efekt w postaci cen, które nawet nie pokryją kosztów produkcji, mimo, że na rynkach światowych, ceny zbóż powinny rosnąć.

To samo dotyczy innych produktów, w tym oczywiście częściowo owoców miękkich, mięsa, a w szczególności mięsa drobiowego. Można powiedzieć, że z jednej strony sytuacja na Ukrainie jest wszystkim znana i te deklaracje dotyczące pomocy i zwolnienie z cła produktów ukraińskich wchodzących na rynek europejski było emocjonalną decyzją na zasadzie “próbujemy pomóc”. Z drugiej strony okazało się, że ta sytuacja bardzo mocno zdestabilizowała rynki rolne w Polsce i w Unii Europejskiej. Warto pamiętać, że nawet jeżeli produkty ukraińskie nie będą lokowane bezpośrednio w Polsce, to będą lokowane w dużej części krajów Unii Europejskiej – które są dla nas głównymi rynkami eksportowymi. Unia Europejska stanowi dla nas 80% całego eksportu, więc ten wpływ wojny w Ukrainie jest naprawdę dla Polski negatywny pod wieloma względami. Myślę, że na to liczy też Putin, że napływ towarów ukraińskich na teren Unii Europejskiej spowoduje niezadowolenie np. rolników, którzy są ważną grupą społeczną i napięcia wewnątrz samej Unii. Poniekąd wygląda na to, że jak na razie mu się to udaje.

Swiatrolnika.info: Jakie Pana zdaniem środki można by było zastosować, aby poprawić tę sytuację?

Andrzej Gantner: Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji byłoby to, gdyby Unia Europejska faktycznie była w stanie jakąś większą część tych surowców płynących z Ukrainy sprzedać lub reeksportować poza Unię do krajów, które tych surowców potrzebują. Ale już widać po roku, że to jest po prostu niewykonalne i niemożliwe. Z jednej strony nie ma takich mocy przeładunkowych, z drugiej wygląda na to, że rynek europejski jest dużo bardziej atrakcyjny dla produktów Ukrainy, niż na przykład rynek afrykański. Więc kto miałby dopłacić do tej całej operacji reeksportu surowców? Jak na razie chyba nikt nie jest chętny i nie ma żadnego pomysłu co z tym zrobić, na czele z Komisją Europejską. Te zapowiedzi, że po 15 września np. Polska nie otworzy rynku dla surowców z Ukrainy, już powodują określone napięcia dyplomatyczne. 

Dlatego albo Unia Europejska podejmie jakieś wspólne działania w celu rozwiązania tego problemu i stabilizacji rynków rynku rolnego UE – albo faktycznie będziemy mieć bardzo poważny problem społeczny i gospodarczy. To nie jest też tylko kwestia tego roku, ale kwestia utrzymania bezpieczeństwa żywnościowego w latach następnych. Bezpieczeństwo żywnościowe Polski i całej UE opiera się w dużej mierze na własnej produkcji żywności. Jeżeli nasi rolnicy zaczną bankrutować na masową skalę, to kto nam to bezpieczeństwo zapewni? Opieranie się na imporcie nawet z kraju tak dużego jak Ukraina jest bardzo ryzykownym rozwiązaniem. To jest więc kwestia naprawdę bardzo szeroka – z jednej strony ekonomiczna, z drugiej strony związana z bezpieczeństwem żywnościowym Polski i całej Unii Europejskiej, a z trzeciej strony to jest kwestia społeczna. Nie można lekceważyć tego, co dzieje się z rolnictwem w Unii Europejskiej czy w Polsce pod wpływem napływu dużo tańszych surowców z Ukrainy. To swoisty węzeł gordyjski, który moim zdaniem na dzień dzisiejszy będzie bardzo trudny do rozwiązania lub będzie bardzo kosztowny, żeby go rozwiązać. Jednak rozwiązać go trzeba i chowanie głowy w piasek przez polityków i urzędników nic tu nie da.

Polecane artykuły

zaostrzenie protestów rolników

Zaostrzenie protestów rolniczych. Rolnicy poszli do biur polityków.

drony w rolnictwie

Skrzydła nad polami. Innowacyjne zastosowania dronów w rolnictwie

protest rolnikiów

Protest rolników. Czy w Polsce nadchodzi era protestów rolniczych w stylu francuskich farmerów?