Talk icon

Aktualności

27-08-2026

Autor: Instytut Gospodarki Rolnej

Druk 700: dobrostan na sztandarze, władza i pieniądze w przypisach

Prawda o Druku 700. Kto zarobi na odbieraniu zwierząt?

         W polskim życiu publicznym istnieje metoda stara, sprawdzona i odporna na zmianę ekip rządzących. Jeżeli chce się przeprowadzić przepisy, które mocno ingerują w prawo własności, obciążają samorządy albo przekazują nowe kompetencje określonym grupom społecznym, najlepiej nie zaczynać od rozmowy o tych właśnie przepisach.

Najpierw trzeba znaleźć hasło.

Hasło powinno być proste, emocjonalne i moralnie bezdyskusyjne. Takie, żeby człowiek, który zadaje pytania, już na starcie wyglądał podejrzanie.

W przypadku Druku 700 rolę tę znakomicie spełniła walka z trzymaniem psów na łańcuchu.
To politycznie idealny szyld. Wystarczy pod nim postawić znacznie większy budynek legislacyjny, a każdego, kto zechce zajrzeć na zaplecze, można zapytać z odpowiednią miną: „Czyli co, pan jest za znęcaniem się nad zwierzętami?”.

 

Dyskusja zakończona, zanim się zaczęła.

Problem polega na tym, że Druk 700 nie jest ustawą o łańcuchach. To kilkudziesięciostronicowa przebudowa systemu ochrony zwierząt, obejmująca między innymi kompetencje organizacji społecznych, zasady finansowania schronisk, odpowiedzialność karną i wykroczeniową, przepadek zwierząt i przedmiotów, rejestry oraz finansowe obowiązki samorządów.

Co więcej, od czasu wniesienia projektu dwa sztandarowe tematy zdążyły dostać własne regulacje. Parlament uchwalił już odrębną ustawę zakazującą trzymania psów na uwięzi, a także ustawę tworzącą Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów. Obie mają własne vacatio legis, ale kierunek został już przesądzony.

Skoro więc łańcuchy i czipowanie dostały osobne rozwiązania prawne, tym bardziej warto zapytać: co właściwie zostaje w Druku 700 i dlaczego wciąż powinniśmy się nim interesować?

Odpowiedź jest znacznie mniej fotogeniczna niż pies uwolniony z łańcucha.

 

Najpierw interwencja. Potem rachunek

Już dziś przedstawiciele organizacji społecznych zajmujących się ochroną zwierząt, powołując się na przepisy dotyczące sytuacji niecierpiących zwłoki, nadinterpretują ich zakres i roszczą sobie prawo do odbierania zwierząt właścicielom lub opiekunom. Dopiero później zawiadamiany jest wójt, burmistrz lub prezydent miasta i rusza procedura administracyjna.

Można dyskutować, czy taki mechanizm jest potrzebny.
Problem zaczyna się wtedy, gdy równolegle poszerzamy katalog bardzo nieostrych przesłanek, zwiększamy procesową rolę organizacji i dokładamy do tego coraz mocniejszy komponent finansowy.

 

Bo Druk 700 nie poprzestaje na ochronie zwierzęcia.

Projekt przewiduje między innymi, że koszty utrzymania zwierzęcia do czasu wyegzekwowania należności od skazanego pokrywa jednostka samorządu terytorialnego.

Czyli najpierw pieniądze wykłada gmina.

A potem może je odzyskiwać.

Może.

To drobne słowo bywa w finansach publicznych wyjątkowo kosztowne.

Jeżeli egzekucja okaże się bezskuteczna, rachunek nie wyparuje w szlachetnej atmosferze walki o dobrostan. Zostanie w samorządowym budżecie. A budżet gminy, wbrew temu, co czasami zdaje się sugerować ustawodawca, nie rośnie na drzewach obok urzędu.

To są te same pieniądze, z których finansuje się drogi, szkoły, komunikację, oświetlenie czy inwestycje.

I nie jest to jedyny finansowy prezent dla samorządów.

Projekt wpisuje również wprost zasadę, zgodnie z którą gmina ma wykonywać swoje zadania dotyczące bezdomnych zwierząt i ponosić związane z nimi wydatki także wtedy, gdy faktyczne koszty okażą się wyższe od kwot wskazanych wcześniej w gminnym programie.

Budżet uchwalony?

Miło.

Plan wydatków przyjęty?

Jeszcze milej.

Koszty wyszły wyższe?

Proszę płacić.

To dość oryginalne rozumienie samorządności: gmina samodzielnie planuje swoje finanse, pod warunkiem że rzeczywistość nie postanowi inaczej.

 

Dobrostan, czyli słownik robi się coraz grubszy

Jeszcze ciekawiej robi się przy definicjach.

Projekt proponuje, aby „humanitarne traktowanie zwierząt” oznaczało traktowanie uwzględniające potrzeby zwierzęcia, w tym potrzeby poznawcze i psychologiczno-społeczne.

Brzmi pięknie.

Problem prawny zaczyna się tam, gdzie kończy się plakat.

Bo przepis prawa karnego albo przepis prowadzący do odebrania własności powinien dawać obywatelowi możliwość przewidzenia, co jest legalne, a co nie. Im bardziej pojęcia są miękkie, ocenne i zależne od interpretacji, tym większa staje się władza tego, kto akurat tę interpretację przeprowadza.

Projekt jednocześnie zmienia definicję znęcania się nad zwierzęciem, wskazując, że może nim być również jednorazowe zachowanie powodujące ból lub cierpienie.

Do katalogu trafia także utrzymywanie zwierząt w warunkach uniemożliwiających realizację naturalnych zachowań.

Każdy z tych zapisów można uzasadnić troską o dobrostan. I każdy z osobna może brzmieć rozsądnie.

Tyle że prawo nie działa „każdym zapisem z osobna”. Działa całym zestawem naraz.

A zestaw wygląda tak: rozszerzamy definicje, zwiększamy zakres odpowiedzialności, pozostawiamy znaczną przestrzeń interpretacyjną, wzmacniamy rolę organizacji społecznych, a następnie tworzymy dla tych samych organizacji finansową korzyść w przypadku skutecznego doprowadzenia do ukarania właściciela.

I tu dochodzimy do najbardziej osobliwego elementu całej konstrukcji.

 

Oskarżyciel z premią

Druk 700 przewiduje system nawiązek.

W przypadku wykroczenia może to być od 250 do 5 tys. zł.

W przypadku przestępstwa – od 1 tys. do 100 tys. zł.

Samo zaostrzenie sankcji można oczywiście politycznie uzasadniać. Problem tkwi gdzie indziej.

Jeżeli organizacja społeczna zajmująca się ochroną zwierząt wykonywała prawa pokrzywdzonego, później występowała jako oskarżyciel posiłkowy i aktywnie uczestniczyła w postępowaniu albo istotnie przyczyniła się do wykrycia przestępstwa lub sprawcy, sąd ma orzec nawiązkę na rzecz tej właśnie organizacji.

Innymi słowy organizacja może uczestniczyć w ujawnieniu sprawy, brać udział w postępowaniu przeciwko właścicielowi, a po jego skazaniu zostać finansowym beneficjentem wyroku.

W każdym innym obszarze życia publicznego taki mechanizm natychmiast wywołałby dyskusję o konflikcie interesów.

Tutaj ma najwyraźniej przejść pod szyldem miłości do zwierząt.

Projekt jest zresztą przygotowany również na sytuację, w której organizacji będzie kilka. Wtedy sąd może podzielić nawiązkę pomiędzy jedną lub kilka z nich, biorąc pod uwagę ich aktywność w postępowaniu oraz wkład w ujawnienie czynu lub sprawcy.

Czyli ustawodawca nie tylko tworzy finansową nagrodę. Od razu przygotowuje regulamin podziału nagród.

Trudno o bardziej podręcznikowy przykład źle ustawionych bodźców.

Nie trzeba nawet zakładać złej woli organizacji. Wystarczy znać elementarną ekonomię: jeśli podmiot jednocześnie uczestniczy w ściganiu określonego zachowania i może osiągnąć finansową korzyść z jego skutecznego ukarania, powstaje oczywiste pytanie o jego bezstronność.

I dokładnie takie pytania powinno zadawać państwo, zanim stworzy system, w którym działalność quasi-egzekucyjna może łączyć się z finansową premią.

 

Przepadek mimo umorzenia

Jeszcze poważniejsze wątpliwości budzą przepisy dotyczące przepadku zwierząt.

Projekt przewiduje możliwość orzeczenia przepadku nie tylko w razie skazania, ale również w przypadku umorzenia lub warunkowego umorzenia postępowania karnego.

Projekt idzie dalej: w określonych przypadkach przepadek może dotyczyć również zwierzęcia nienależącego do sprawcy, jeżeli właściciel lub inna uprawniona osoba wiedziała, przewidywała albo mogła przewidzieć niewłaściwe traktowanie.

W przypadku wykroczeń pojawia się natomiast możliwość orzeczenia przepadku narzędzi lub przedmiotów służących do jego popełnienia.

I właśnie w realiach gospodarstwa rolnego zaczynają się pytania, których autorzy ustaw lubią nie zadawać.

Co jest „narzędziem” wykroczenia?

Element wyposażenia?

Urządzenie?

Ogrodzenie?

Środek transportu?

Element infrastruktury?

Nie twierdzę, że następnego dnia po wejściu ustawy ktoś będzie konfiskował rolnikom ciągniki i obory. Twierdzę coś znacznie mniej efektownego, ale znacznie poważniejszego: przy przepisach ingerujących we własność obywatel nie powinien zastanawiać się, jak daleko organ zechce kiedyś rozciągnąć ich znaczenie.

To ustawodawca powinien wyznaczyć granice.

Precyzyjnie.

Zanim zrobi to za niego praktyka.

Państwo outsourcinguje władzę, podatnik finansuje rachunek

I tu dochodzimy do sedna.

Największym problemem Druku 700 nie jest ochrona zwierząt. Ochrona zwierząt jest potrzebna, a przypadki rzeczywistego znęcania się powinny być ścigane skutecznie i bez pobłażania.

Problemem jest model.

Model, w którym organizacje społeczne dostają silną pozycję interwencyjną i procesową.

Model, w którym te same organizacje mogą stać się beneficjentami wysokich nawiązek.

Model, w którym zwiększa się liczbę nieostrych pojęć mogących stanowić podstawę odpowiedzialności.

Model, w którym rozszerza się możliwości przepadku.

I wreszcie model, w którym znaczną część ryzyka finansowego systemu bierze na siebie samorząd, czyli ostatecznie podatnik.

Można być przeciwnikiem psów na łańcuchach i jednocześnie przeciwnikiem źle skonstruowanego prawa.

Można domagać się wysokich standardów dobrostanu zwierząt i jednocześnie uważać, że prawo własności nie powinno zależeć od najbardziej rozciągliwej interpretacji najbardziej zaangażowanego aktywisty.

Można wreszcie chronić zwierzęta bez tworzenia systemu, w którym ten, kto oskarża, może mieć również interes finansowy w tym, żeby oskarżenie zakończyło się skazaniem.

To nie jest wybór między „dobrem zwierząt” a „okrutnymi właścicielami”.

To wybór między państwem, które samo bierze odpowiedzialność za egzekwowanie prawa, a państwem, które część swoich władczych kompetencji przekazuje podmiotom prywatnym, dokłada im finansową motywację, a rachunek wysyła do gminy.

Sam mechanizm działania tzw. interwencyjnego odbioru zwierząt, wciąż dla wielu osób jest niezrozumiały.

 

Zachęcamy do obejrzenia materiału przygotowanego przez  Fundację Polska Ziemia, który wyjaśnia skąd pieniądze w tym ekobiznesie:

"Ciemna strona animalsów" - Reportaż

 

 

Polecane artykuły

Mleczna Burza! Co Czeka Rolników w 2024?

Mleczna Burza! Co Czeka Rolników w 2024?

Przedłużanie dzierżaw

Dobrowolski: Przedłużanie dzierżaw dużym właścicielom nie obejdzie się bez problemów

Ochrona Rynku Wspólnotowego: Wyzwania i Konieczność Działań

Ochrona rynku wspólnotowego wymaga rewizji polityki handlowej UE.