Inwestycje, Gospodarka, Polityka
22-08-2025
Ukraiński eksport rolno-spożywczy – dopiero początek.
Nowa umowa UE–Ukraina a przyszłość polskiego rolnictwa
Rekordowy eksport ukraińskiej żywności – powrót do siły sprzed wojny
Dane z ostatnich miesięcy są jednoznaczne: ukraiński eksport rolno-spożywczy osiąga rekordowe poziomy.
Rok 2024 okazał się przełomowy dla ukraińskiego sektora rolno-spożywczego. Pomimo trwającej wojny i trudności logistycznych, Ukraina niemal odzyskała przedwojenny potencjał eksportowy, osiągając drugi najlepszy wynik w historii. Wartość sprzedanych za granicę produktów rolnych sięgnęła 24,5 miliarda dolarów, co stanowi aż 59 procent całkowitego eksportu państwa. Pod względem masy wysyłanych towarów kraj dostarczył na rynki światowe 78,3 miliona ton żywności – skali nienotowanej od czasu rekordowego 2021 roku.
Na czele listy towarów znalazł się olej słonecznikowy – prawie sześć milionów ton o wartości 5,1 miliarda dolarów. Podobne znaczenie miała kukurydza – 29,6 miliona ton o wartości pięciu miliardów – oraz pszenica, której wyeksportowano 20,6 miliona ton za 3,7 miliarda dolarów. Te trzy produkty odpowiadały łącznie za ponad połowę wartości ukraińskiego eksportu rolnego. Ważnym uzupełnieniem były rzepak, soja i makuchy – razem ponad osiem milionów ton o łącznej wartości ponad czterech miliardów dolarów. Do tego należy doliczyć znaczące ilości mięsa drobiowego, jęczmienia oraz cukru, które także znalazły stabilnych odbiorców na zagranicznych rynkach.
Szczególnie istotny był wzrost sprzedaży zbóż – eksport pszenicy wzrósł o 41 procent, kukurydzy o 19 procent, a jęczmienia aż o 70 procent w porównaniu z rokiem 2023. Dane te pokazują, że Ukraina skutecznie odbudowała łańcuchy dostaw, a sektor rolny okazał się jednym z filarów stabilizacji gospodarczej kraju.
Największym odbiorcą ukraińskich towarów pozostaje Unia Europejska. Prawie 60 procent całego eksportu rolno-spożywczego trafiło do państw wspólnoty, co oznacza ponad 20 miliardów dolarów wartości. Na czoło wysunęła się Polska, która tylko w 2024 roku sprowadziła ukraińskie towary rolne za 4,8 miliarda dolarów. W lipcu 2025 roku to właśnie nasz kraj był liderem zakupów – wartość importu sięgnęła 405,9 miliona dolarów, wyprzedzając Niemcy i Holandię.
Tak dobre – z punktu widzenia Ukrainy – wyniki świadczą o ogromnej odporności tamtejszego rolnictwa na kryzys oraz o kluczowej roli, jaką sektor ten odgrywa w procesie odbudowy gospodarki kraju. Dla samej Ukrainy to niewątpliwie powód do dumy, jednak dla europejskich rolników jest to jednocześnie sygnał alarmowy. Ich produkty będą musiały coraz częściej konkurować z tańszą i masowo dostarczaną żywnością ze wschodu. Sama konieczność konkurowania nie jest oczywiście niczym nowym, jednak warunki tej rywalizacji w ostatnich latach uległy głębokiej zmianie i wciąż ewoluują. Na możliwości konkurencyjne unijnych gospodarstw wpływają bowiem z jednej strony kosztowne reformy związane z realizacją polityki Zielonego Ładu, a z drugiej – modyfikacje zasad, na jakich odbywa się handel z Ukrainą.
Nowe brzmienie umowy stowarzyszeniowej – radość była krótka
Unia Europejska i Ukraina zawarły porozumienie, które może zaważyć na przyszłości europejskiego rolnictwa – a dla Polski jest to sprawa wyjątkowo istotna.
Po kilku latach funkcjonowania nadzwyczajnych środków handlowych, które otworzyły szeroko granice dla ukraińskich produktów, Bruksela i Kijów postanowiły nadać relacjom trwały, przewidywalny charakter.
Pomimo przedwyborczych zapewnień, że po 5 czerwca br. czeka nas powrót do starego brzmienia umowy stowarzyszeniowej, już kilka dni później komisarz ds. rolnictwa UE ogłosił, że osiągnął porozumienie z Kijowem w sprawie nowego brzmienia dokumentu.
Nowa umowa, będąca rozwinięciem dotychczasowej strefy wolnego handlu (DCFTA), według zapewnień komisarza – z jednej strony ma pomóc Ukrainie utrzymać eksport mimo trwającej wojny, z drugiej – zabezpieczyć interesy unijnych producentów, którzy w ostatnich miesiącach coraz głośniej wyrażali sprzeciw wobec „zalewu” tanich towarów ze wschodu.
Najważniejsze założenie dokumentu to stopniowe dostosowanie ukraińskiego rolnictwa do standardów obowiązujących w UE. Kijów zobowiązał się, że do 2028 roku będzie raportował postępy w zakresie dobrostanu zwierząt, użycia pestycydów czy leków weterynaryjnych. Ma to nie tylko wyrównać warunki konkurencji, ale też ograniczyć obawy konsumentów, którzy często pytają o jakość importowanych produktów.
Drugim filarem umowy są kontyngenty taryfowe. Wbrew oczekiwaniom wielu ukraińskich producentów nie doszło do pełnej liberalizacji w najbardziej wrażliwych sektorach. Cukier, drób, jaja, pszenica czy miód nadal będą sprowadzane w określonych ilościach, a ich zwiększanie ma być raczej umiarkowane. Na inne, mniej problematyczne towary Unia zdecydowała się otworzyć szerzej. Dodatkowo zapisano mechanizmy ochronne – jeżeli import nagle zakłóci rynek, państwa członkowskie będą mogły błyskawicznie reagować, wprowadzając ograniczenia.
Z perspektywy polskich rolników, szczególnie tych z regionów graniczących z Ukrainą, sprawa wygląda jednak dużo mniej optymistycznie. W pamięci wciąż żywe są obrazy z ostatnich miesięcy: ciężarówki blokowane na drogach, strajki pod granicą, hasła o „dumpingu zbożowym”. Wielu producentów uważa, że nowe rozwiązania to tylko kosmetyka – i że nawet ograniczone kontyngenty mogą spowodować spadki cen na rynku krajowym. Tym bardziej, że proces negocjacyjny odbywał się w dużej mierze bez udziału organizacji rolniczych i w atmosferze pośpiechu – tak, aby ogłosić sukces na koniec polskiej prezydencji w UE.
Jednocześnie trudno wierzyć w realne dostosowanie ukraińskich producentów do europejskich standardów. W kraju przesiąkniętym korupcją znacznie łatwiej „udokumentować wszystko”. Zapisy te stają się bardziej zabiegiem PR-owym niż realnym zabezpieczeniem europejskich interesów.
Czy polski rolnik ma więc powody do obaw? Z pewnością tak. Konkurencja wzrośnie, a niektóre branże – zwłaszcza zbożowa czy drobiarska – będą musiały szukać nowych sposobów na utrzymanie rentowności. Dodatkowo problemem jest to, że polscy producenci czują się pomijani w kluczowych rozmowach i pozbawieni realnego wpływu na decyzje, które bezpośrednio dotyczą ich gospodarstw.
Nowa umowa UE–Ukraina to więc nie tylko dokument handlowy. To test na to, czy wspólnotowa polityka rolna jest w stanie pogodzić solidarność z Kijowem z lojalnością wobec własnych rolników. A odpowiedź na to pytanie – jak pokazują emocje na polskiej wsi – wcale nie jest oczywista.
Nowa umowa UE–Ukraina: liczby, które mówią same za siebie
Kiedy Bruksela ogłosiła nową umowę handlową z Ukrainą, wielu polityków mówiło o „kompromisie” i „ochronie interesów europejskich rolników”. Jednak dopiero analiza liczb pokazuje prawdziwą skalę zmian – a te dla polskiej wsi wcale nie muszą oznaczać spokoju.
Najbardziej spektakularne są kontyngenty taryfowe, czyli limity bezcłowego importu. W przypadku cukru białego wzrost jest aż pięciokrotny – z dotychczasowych 20 tysięcy ton do 100 tysięcy ton rocznie. Mięso drobiowe, które od dawna było przedmiotem ostrego sporu, ma teraz limit zwiększony z 90 tysięcy do 120 tysięcy ton. Jeszcze większe skoki widać w przypadku produktów, które do tej pory były niszowe: otręby – z 21 tysięcy do 85 tysięcy ton, a kasze i przetwory jęczmienne – z niespełna 8 tysięcy do ponad 33 tysiące ton.
Podobnie sytuacja wygląda w sektorze zbóż. Pszenica zyskała dodatkowe 300 tysięcy ton limitu – teraz wynosi on 1,3 mln ton. Kukurydza podskoczyła z 650 tysięcy do 1 miliona ton, a jęczmień – z 350 tysięcy do 450 tysięcy ton. Nawet owies, do tej pory marginalny, zyskał niemal dwukrotnie większy kontyngent: z 4 do 7,7 tys. ton. W sektorze drobiarskim szczególne kontrowersje budzą jaja i albuminy, których limit potroił się – z 6 do 18 tysięcy ton.
Do tego dochodzi miód – niezwykle wrażliwy dla polskich pszczelarzy rynek – którego limit skoczył z 6 tysięcy do 35 tysięcy ton. Dla wielu producentów to sygnał alarmowy, bo oznacza potencjalny zalew unijnego rynku tańszymi produktami z Ukrainy.
Warto jednak zaznaczyć, że pełne roczne limity będą obowiązywać dopiero od 2026 roku. Do końca 2025 r. stosuje się zasadę „7/12”, czyli proporcjonalne wyliczenie dostępnych ilości. Oznacza to, że realnie do grudnia 2025 roku na unijny rynek trafi m.in. około 583 tys. ton pszenicy, 379 tys. ton kukurydzy, 204 tys. ton jęczmienia, 52,5 tys. ton mięsa drobiowego i 3,5 tys. ton jaj. Mięso drobiowe dodatkowo podzielono na dwie transze – cztery siódme do września, trzy siódme do końca grudnia – by złagodzić ewentualne perturbacje cenowe.
Dane te pokazują, że mamy do czynienia nie tyle z „drobna korektą”, co z istotnym otwarciem unijnego rynku na ukraińskie produkty. W niektórych sektorach oznacza to kilkukrotny wzrost bezcłowych limitów, co siłą rzeczy zwiększy presję konkurencyjną na rolników w Polsce. Z drugiej strony, po przekroczeniu tych kontyngentów towary wrócą pod reżim ceł, a więc teoretycznie rynek unijny ma wbudowany mechanizm hamujący.
Problem w tym, że dla wielu gospodarstw – zwłaszcza tych działających na granicy opłacalności – już sama obecność tak dużej ilości tańszych produktów może oznaczać obniżkę cen skupu. Rolnicy pytają więc, czy deklarowane mechanizmy ochronne wystarczą, by utrzymać stabilność rynku. I choć w Brukseli mówi się o kompromisie, w polskiej wsi coraz częściej słychać, że liczby nie kłamią – a ich konsekwencje będą odczuwalne szybciej, niż politycy chcieliby to przyznać.
Polska musi działać – analiza i plan ochrony
Nie ma wątpliwości: nowa umowa UE–Ukraina to projekt polityczno-geopolityczny. Ale Polska, jako kraj przyfrontowy i duży producent żywności w UE, nie może milczeć.
Konieczne są:
Wnioski
Ukraiński eksport agro osiągnął skalę ekstremalną – 78 mln ton rocznie, 11 mld USD w pół roku, 405 mln USD miesięcznie tylko do Polski. To nie jest chwilowe – to trend, który nowa umowa stowarzyszeniowa ma utrwalić.
Jeśli Polska nie przeprowadzi chłodnej analizy i nie opracuje planu ochrony rolnictwa, za kilka lat możemy obudzić się w sytuacji, w której polski rolnik nie ma już żadnych szans w konfrontacji z agroholdingami zza wschodniej granicy.
Bo jeśli dziś nie powiemy jasno „stop”, jutro może być już za późno.