Inwestycje, Gospodarka, Polityka
23-02-2026
Susza wraca co roku, poziomy wód gruntowych w wielu rejonach kraju systematycznie spadają, a przepisy idą w jednym kierunku – zaostrzenia. Tymczasem tysiące gospodarstw nadal funkcjonuje w szarej strefie, często nawet nie wiedząc, że łamie prawo. Po odpowiedzi Ministerstwa Infrastruktury na wniosek Krajowej Rady Izb Rolniczych jedno jest pewne: amnestii nie będzie i taryfy ulgowej też nie.
Woda pod twoją ziemią nie jest twoja – i to nie jest metafora
Wielu rolników wychodzi z założenia, że skoro grunt ich, to i to, co pod spodem, należy do nich. Prawo wodne z 2017 roku rozwiewa tę wątpliwość bez ogródek: wody podziemne są własnością Skarbu Państwa. Możesz mieć sto hektarów po dziadkach, ale woda na głębokości 20 metrów formalnie należy do państwa, które daje ci jedynie prawo do jej pobierania – i to na określonych warunkach.
Studnia jest urządzeniem wodnym w rozumieniu ustawy. A wykonanie urządzenia wodnego wymaga co do zasady pozwolenia wodnoprawnego. Tyle że są wyjątki, i właśnie te wyjątki decydują o tym, czy jesteś po właściwej stronie prawa.
5 m³ dziennie – skąd ten limit i dlaczego tak mało?
Prawo wodne wyróżnia pojęcie „zwykłego korzystania z wód" – poboru na własnej działce, na potrzeby własnego gospodarstwa domowego lub rolnego. W tym reżimie obowiązują dwa twarde limity: głębokość studni do 30 metrów oraz pobór nieprzekraczający 5 m³ na dobę, liczony średniorocznie.
Jeśli mieścisz się w obu granicach, nie potrzebujesz żadnego pozwolenia, nie składasz wniosków, nie płacisz opłat, nie musisz mieć wodomierza.
Organizacje rolnicze od lat zabiegają o podwyższenie tego progu, argumentując, że 5 m³ to za mało dla gospodarstw z hodowlą. Odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury z początku 2026 roku była jednoznaczna i zasadniczo zamknęła dyskusję. Departament Gospodarki Wodnej wyjaśnił, że ten limit nie wynika z żadnych norm zużycia na sztukę zwierzęcia ani hektar upraw. Wynika z możliwości środowiska do odnawiania zasobów wodnych. Innymi słowy: naturze jest obojętne, ile masz krów. Liczy się to, ile wody warstwy wodonośne są w stanie odtworzyć. Podwyższenia limitu nie będzie.
KRIR wnioskował też o ujednoliconą interpretację zużycia w przeliczeniu na DJP. Ministerstwo odpowiedziało, że taka kalkulacja mogłaby być pomocna co najwyżej przy szacowaniu zapotrzebowania na potrzeby wniosku o pozwolenie – niczym więcej. To nie jest ulga, to kalkulator do wypełniania papierów.
Jeden przekroczony warunek i jesteś poza prawem
Wystarczy, że spełniony jest jeden z poniższych warunków, by konieczne było uzyskanie pozwolenia wodnoprawnego: studnia głębsza niż 30 metrów, średni roczny pobór przekraczający 5 m³ na dobę, albo woda służy choćby częściowo działalności komercyjnej – agroturystyce, przetwórstwu, sprzedaży.
Oto jak to wygląda w praktyce. Gospodarstwo z hodowlą 30 sztuk bydła, studnia głęboka 35 metrów i pobór 4 m³ dziennie – pozwolenie jest wymagane, mimo że pobór mieści się w limicie. Przekroczona głębokość wystarczy. Uprawa pod folią z nawadnianiem kroplowym, studnia 28 metrów, ale pobór sezonowy dochodzący do 8 m³ dziennie – tu głębokość jest w normie, ale roczna średnia z pewnością przekracza próg. Pozwolenie potrzebne. Agroturystyka? Woda z jednej studni obsługuje zarówno dom, jak i gości. Działalność komercyjna oznacza konieczność pozwolenia bez względu na pobór i głębokość.
Nikt cię nie ostrzeże. Obowiązek leży po twojej stronie
To chyba najbardziej istotna informacja wynikająca z wymiany korespondencji między KRIR a ministerstwem. Wody Polskie nie prowadzą ewidencji wszystkich gospodarstw korzystających z zasobów wodnych. Prowadzą jedynie ogólną ewidencję podmiotów zobowiązanych do wnoszenia opłat. Jeśli nie złożyłeś oświadczenia ani nie masz pozwolenia, to dla systemu po prostu nie istniejesz.
Co więcej, Wody Polskie nie mają obowiązku informować rolnika, że pobiera zbyt dużo wody i powinien mieć pozwolenie. Informacja jest dostępna – w broszurach, telefonicznie, mailowo – ale to rolnik musi o nią zapytać. Instytucja nie przyjdzie z ostrzeżeniem.
Ministerstwo wyraziło się wprost: jeśli rolnik stwierdzi, że przekracza limit, musi uzyskać pozwolenie. Inicjatywa leży po jego stronie. Brak wiedzy nie jest okolicznością łagodzącą.
Jak wyglądają kary i co się zmieniło po 2023 roku
Do końca 2023 roku system działał łagodniej. Jeśli rolnik pobierał wodę bez pozwolenia, ale zgłaszał ten pobór w oświadczeniach, płacił wyższe opłaty – tzw. podwyższone – i przy okazji był informowany, że powinien mieć pozwolenie. Był to rodzaj półlegalnej szarej strefy z finansową sankcją.
Zmiana przepisów to zlikwidowała. Od 2024 roku korzystanie z wody, budowa urządzeń wodnych lub wykonywanie innych prac wymagających zgody wodnoprawnej bez stosownego pozwolenia grozi administracyjną karą pieniężną. Może przyjść w formie mandatu lub kary z urzędu. Ustawa przewiduje grzywnę od 1000 do 7500 złotych, a inspektorzy Nadzoru Wodnego mają prawo do kontroli bez wcześniejszego zawiadomienia.
Do tego dochodzi legalizacja. Pozwolenie wodnoprawne uzyskane w normalnym trybie kosztuje 318,60 zł (od 2026 roku – 331,17 zł). Legalizacja nielegalnej studni to 6372,27 zł (od 2026 – 6601,67 zł), czyli dwadzieścia razy więcej. Razem z ewentualną grzywną możemy przekroczyć 13 tysięcy złotych. Wody Polskie mogą też nakazać likwidację urządzenia lub wstrzymanie poboru.
Projekt abolicji – szansa realna czy polityczna mgła?
W październiku 2025 roku posłowie Koalicji Obywatelskiej złożyli projekt ustawy o zmianie Prawa wodnego, zakładający tzw. okno abolicyjne. Właściciele nielegalnych studni mieliby czas do 30 września 2027 roku na złożenie wniosku o legalizację – bez opłaty legalizacyjnej i bez kar. W grudniu 2025 roku projekt trafił do opinii rządu. Dalszy los regulacji jest nieprzesądzony.
Skala problemu jest gigantyczna – szacuje się, że z ulgi mogłoby skorzystać nawet 40 tysięcy gospodarstw rolnych i dziesiątki tysięcy gospodarstw domowych. Znaczna część z nich to studnie wykopane przez poprzednie pokolenia, jeszcze przed wejściem w życie obecnych przepisów. Prawo wodne obowiązuje od 1 stycznia 2018 roku, zastępując ustawę z 2001 roku. Studnia spełniająca warunki zwykłego korzystania z wód nie wymaga żadnej legalizacji bez względu na to, kiedy powstała. Jeśli je przekracza – wymaga, nawet jeśli wykopał ją dziadek.
Projekt wzbudza kontrowersje. Jeden z posłów podczas obrad komisji ostrzegał wprost: jak tylko rolnicy dowiedzą się, że procedujemy taką ustawę, od jutra będą kopać nowe studnie. Z drugiej strony stanowisko ministerstwa jest równie twarde: wieloletnie zaniedbania nie są argumentem do odpuszczenia. Abolicja może przejść lub nie. Lepiej nie budować planów na tym, co niepewne.
Procedura, kiedy pozwolenie jest niezbędne
Jeśli twoja studnia lub plany jej budowy wykraczają poza warunki zwykłego korzystania z wód, droga do pozwolenia wodnoprawnego wiedzie przez kilka etapów. Najpierw dokumentacja hydrogeologiczna, którą zatwierdza wójt, burmistrz lub prezydent miasta – zazwyczaj między 2000 a 5000 zł, ważna przez pięć lat. Następnie operat wodnoprawny – techniczny opis planowanego urządzenia, sposobu korzystania z wód, wpływu na środowisko – kolejne kilka tysięcy złotych. Do wniosku dołącza się operat, dokumentację, wypis i wyrys z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, mapę zasadniczą z miejscem wiercenia oraz potwierdzenie opłaty.
Wnioski od 2025 roku składa się wyłącznie przez platformę e-Wody (eBOK), logując się przez ePUAP lub profil zaufany. Czas oczekiwania na decyzję wynosi od 30 do 90 dni, po czym następuje 14-dniowy okres na uprawomocnienie. Pozwolenie jest wydawane na czas określony, nie dłuższy niż 30 lat. Łączny koszt procesu mieści się zazwyczaj między 5000 a 12000 zł. Dużo, ale znacznie mniej niż kara plus legalizacja.
Odległości – wymóg często bagatelizowany
Zanim zdecydujesz, gdzie postawić studnię, sprawdź przepisy budowlane. Rozporządzenie z 2002 roku w sprawie warunków technicznych narzuca minimalne odległości: co najmniej 5 metrów od granicy działki, 15 metrów od szamba, 7,5 metra od osi rowu przydrożnego, 30 metrów od kanalizacji indywidualnej. Dla rolników kluczowy jest ostatni próg: 70 metrów od nieutwardzonych wybiegów dla zwierząt hodowlanych i od drenażu rozsączającego ścieki. W wielu małych gospodarstwach po prostu nie ma miejsca spełniającego ten wymóg. Naruszenie odległości może skutkować nakazem likwidacji ze względów sanitarnych.
Będzie surowiej, nie łagodniej
Ramowa Dyrektywa Wodna UE wymaga od państw członkowskich osiągnięcia dobrego stanu wód do 2027 roku. Polska ma problemy z wypełnieniem tych celów. Latem 2024 roku w kilku regionach kraju obowiązywały zakazy poboru wód powierzchniowych i ograniczenia dotyczące wód podziemnych – dotyczyły też rolnictwa. Pozwolenie wodnoprawne daje formalną ochronę, ale w sytuacji kryzysowej Wody Polskie mogą zawiesić prawo poboru bez odszkodowania, jeżeli przemawia za tym interes publiczny.
Lobbing rolniczy stara się utrzymać obecne limity. Jednak kierunek regulacyjny – zarówno krajowy, jak i unijny – jest jednoznaczny: więcej kontroli, ostrzejsze egzekwowanie, potencjalne rozszerzenie stref ochronnych ujęć i nowe opłaty nawet dla poboru dotychczas zwolnionego.
Cztery rzeczy, które warto zrobić teraz
Sprawdź głębokość swojej studni i szacunkowy roczny pobór. Jeśli mieszczysz się w obu limitach i woda służy wyłącznie własnym potrzebom – jesteś bezpieczny. Jeśli choć jeden z tych warunków budzi wątpliwości, skontaktuj się z Wodami Polskimi lub doradcą rolniczym. Nie czekaj na kontrolę.
Jeśli masz studnię wymagającą pozwolenia, a go nie masz, śledź projekt ustawy abolicyjnej. Jeśli wejdzie w życie, będziesz miał czas do końca września 2027 roku na bezkosztową legalizację. Jeśli projekt upadnie, zostają dwa wyjścia: uregulować sprawę w normalnym trybie albo liczyć na to, że nikt nie doniesie. Drugie z nich jest grą, w której stawką jest nawet kilkanaście tysięcy złotych.
I jeszcze jedno: nie polegaj na „sąsiad powiedział, że tak można". Przepisy są złożone, zmieniają się i są egzekwowane nieregularnie – co nie znaczy, że nie są egzekwowane wcale. Wystarczy jeden donos, a inspektor przyjedzie bez ostrzeżenia.