Inwestycje, Gospodarka, Polityka
22-08-2025
Tegoroczne żniwa przyniosły rolnikom mieszane uczucia. Z jednej strony zbiory pszenicy okazały się obfite, z drugiej – jakość ziarna pozostawia wiele do życzenia. Ponad jedna trzecia tegorocznych zbiorów pszenicy nie nadaje się do konsumpcji. To oznacza, że ogromna część zboża trafi wyłącznie do wykorzystania paszowego, zamiast służyć do produkcji chleba czy mąki.
To informacja wyjątkowo niepokojąca. Pszenica konsumpcyjna jest nie tylko podstawą bezpieczeństwa żywnościowego kraju, ale i towarem o znacznie wyższej wartości rynkowej. Utrata tak dużej części plonów na rzecz ziarna paszowego oznacza mniejsze dochody dla rolników, a także potencjalny wzrost cen produktów zbożowych dla konsumentów.
W efekcie na rynku pojawia się ryzyko niedoborów wysokiej jakości ziarna, które może przełożyć się na całą branżę piekarską i młynarską.
Dlaczego tak się stało? Winna jest przede wszystkim pogoda. Nadmierne opady w kluczowym momencie wegetacji sprawiły, że pszenica nie osiągnęła wymaganych parametrów, zwłaszcza jeśli chodzi o tzw. liczbę opadania – kluczowy wskaźnik przydatności do przemiału.
Co jednak zrobić z tak ogromną masą ziarna paszowego? Rozwiązanie powinno iść w stronę rozwoju produkcji zwierzęcej w Polsce. Skoro rolnicy muszą zmierzyć się z dużą ilością zboża, które nie nadaje się do spożycia przez ludzi, naturalnym kierunkiem jest jego wykorzystanie w hodowli.
Większa skala chowu bydła, trzody czy drobiu pozwoliłaby nie tylko zagospodarować nadwyżki paszowe, ale i wzmocnić cały sektor rolno-spożywczy. To również sposób na uniezależnienie się od wahań rynku zboża – skoro jakość plonów bywa niepewna, warto oprzeć się na modelu, w którym nawet ziarno gorszej klasy znajdzie swoje ekonomiczne uzasadnienie.
Dzisiejsze problemy ze zbożem powinny stać się impulsem do szerszej dyskusji o strukturze polskiego rolnictwa. Jeśli nie chcemy, by co trzecia kłosa pszenicy zamieniała się w kłopot, potrzebujemy strategii, która przełoży słabość jednego sektora na siłę innego. A kluczem może być właśnie dynamiczny rozwój produkcji zwierzęcej, pozwalający wykorzystać każdy kilogram ziarna, niezależnie od jego jakości.
Od lat trwa w Polsce dyskusja o tym, jak wzmocnić rozwój produkcji zwierzęcej i ułatwić rolnikom prowadzenie gospodarstw. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi organizuje konsultacje z organizacjami rolniczymi, ale w ostatnich miesiącach szczególnie wybrzmiały postulaty oddolnego ruchu – Ogólnopolskiego Protestu Rolników. W ich piśmie do ministra Stefana Krajewskiego znalazł się cały pakiet propozycji deregulacyjnych i ochronnych, które – gdyby weszły w życie – mogłyby stać się prawdziwym przełomem dla polskiego rolnictwa.
Po pierwsze – gwarancja stabilności produkcji. Rolnicy podkreślają, że potrzebują pewności, iż raz legalnie zainwestowana produkcja nie zostanie z dnia na dzień zakazana. Dlatego postulują wprowadzenie zasady nienaruszalności sektorów rolniczych – tak, by np. hodowla zwierząt gospodarskich nie mogła zostać wyeliminowana przez ogólnokrajowe lub lokalne przepisy nakładające niewykonalne wymogi. Wyjątki byłyby dopuszczalne tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, np. walki z chorobami zakaźnymi zwierząt.
Po drugie – ochrona przed roszczeniami sąsiadów. W ostatnich latach na wsi coraz częściej dochodzi do konfliktów: nowi mieszkańcy składają pozwy o zapachy, hałas czy obecność owadów. OOPR proponuje wprost uznać tego rodzaju „immisje” za naturalny element działalności rolniczej, chroniąc gospodarstwa przed ryzykiem procesów sądowych i likwidacji. Kupujący działki na wsi mieliby być informowani wprost, że decydują się na życie w otoczeniu produkcji rolnej.
Po trzecie – uproszczenia administracyjne. Rolnicy od lat skarżą się, że inwestycje – nawet niewielkie, jak modernizacja chlewni czy kurnika – blokują żmudne procedury środowiskowe. Protestujący proponują „tryb uproszczony”: decyzja w maksymalnie 90 dni, milcząca zgoda, ograniczenie liczby wezwań do uzupełnienia dokumentów i realny, a nie fasadowy udział społeczeństwa. Dzięki temu modernizacja gospodarstw nie byłaby paraliżowana.
Po czwarte – rzetelność NGO. Protestujący podnoszą też problem nadużyć ze strony organizacji pozarządowych. Domagają się obowiązkowych polis OC dla NGO biorących udział w procedurach środowiskowych i jasnego zakazu przejmowania zwierząt gospodarskich przez aktywistów bez udziału weterynarii i służb publicznych. To, ich zdaniem, pozwoli ograniczyć bezpodstawne blokady inwestycji i zwiększyć przejrzystość działań.
Kluczowym wyzwaniem pozostaje ASF. Rolnicy wskazują, że bez skutecznego zwalczenia afrykańskiego pomoru świń nie uda się odbudować krajowej hodowli trzody. Proponują radykalną redukcję populacji dzików, konsekwentną bioasekurację i lepszą koordynację służb. Tylko to pozwoli zahamować import warchlaków i odbudować krajową produkcję wieprzowiny – a tym samym zatrzymać w Polsce miliardy złotych, które dziś wypływają za granicę.
Ostatnim filarem jest ochrona ziemi rolnej. OOPR sprzeciwia się liberalizacji przepisów dotyczących obrotu gruntami, domagając się, by państwowe ziemie trafiały przede wszystkim do rolników indywidualnych, a nie do grup kapitałowych. Ziemia – jak piszą – to zasób strategiczny i musi pozostać w rękach rolników.
Wszystkie te propozycje mają wspólny mianownik: chodzi o to, by rolnik mógł wreszcie poczuć się bezpiecznie – wobec prawa, sąsiadów, administracji i rynku. To głos wzywający do stabilności i przewidywalności. Głos, który trudno zignorować, jeśli Polska naprawdę chce odbudować produkcję zwierzęcą i zapewnić sobie bezpieczeństwo żywnościowe