Talk icon

Inwestycje, Gospodarka, Polityka

27-07-2026

Autor: Wiesław Połczyński

Odporność zaczyna się od wody

Odporność zaczyna się od wody

Kiedy opadną już emocje wokół brukselskich paragrafów, a unijna nowomowa o „odporności wodnej” zderzy się z suchą jak pieprz rzeczywistością polskiego pola, przed każdym myślącym gospodarzem staje to samo, fundamentalne pytanie: co dalej? Skoro wiemy już, że urzędnicze, ślepe limity i taryfy podatkowe mogą zdławić produkcję żywności, naszą jedyną ucieczką do przodu jest technologia i mądre zarządzanie naturą. Polskie rolnictwo nie potrzebuje ideologicznego bicia na alarm, ale konkretnego, inżynieryjnego planu budowy niezależności wodnej. Droga do tego celu nie wiedzie przez zakazy, lecz przez wdrożenie rozwiązań, które z przestarzałego i bezbronnego systemu uczynią nowoczesną, precyzyjną architekturę hydrologiczną.

 

Fundamentem tej nowej architektury musi stać się masowa, lokalna retencja na poziomie pojedynczych gospodarstw. Czas skończyć z myśleniem, że problem suszy rozwiąże małe, dekoracyjne oczko wodne wykopane na skraju podwórka. Tutaj rządzi bezwzględna, rolnicza matematyka: jeśli chcemy podać optymalną, ratunkową dawkę zaledwie 20 milimetrów wody na obszar średniej wielkości, 10-hektarowej uprawy, musimy w tym celu zgromadzić i zabezpieczyć aż 2000 metrów sześciennych wody. Mówimy więc o profesjonalnych obiektach inżynieryjnych – zbiornikach ziemnych, stawach uszczelnionych profesjonalną geomembraną, zbiornikach betonowych, stalowych, a także o mądrym wykorzystaniu istniejących wyrobisk czy systemów połączonych w lokalne sieci. Kluczem jest prosta zasada: zbierać wodę wtedy, kiedy jest jej w nadmiarze – podczas zimowych roztopów i gwałtownych, nawalnych deszczy – po to, by mieć czym ratować plon w lipcu i sierpniu. Państwo musi ten proces radykalnie odbiurokratyzować, zdejmując z gospodarzy gorset skomplikowanych procedur budowlanych.
 

Drugim filarem rewolucji jest przejście na systemy nawadniania o najwyższej sprawności, gdzie symbolem nowoczesności staje się precyzja kropli. Tradycyjne zraszanie, choć widowiskowe, w dobie deficytu wody i wysokich kosztów energii generuje gigantyczne straty spowodowane parowaniem i wiatrem. Rozwiązaniem są systemy kroplowe oraz zaawansowane nawadnianie podziemne, które dostarczają wilgoć bezpośrednio w strefę korzeniową rośliny. Taka technologia drastycznie ogranicza marnotrawstwo wody, pozwala na jednoczesną fertygację, czyli precyzyjne nawożenie, oraz minimalizuje ryzyko rozwoju chorób grzybowych liści. Wymaga to jednak profesjonalnego podejścia inżynieryjnego – woda w Polsce często bywa zażelaziona lub zanieczyszczona organicznie, co bez rozbudowanych systemów filtracji, takich jak filtry dyskowe, piaskowe czy hydrocyklony, szybko doprowadziłoby do zatkania linii kroplujących. Tam, gdzie uprawy polowe wymagają deszczowni, konieczna jest ich natychmiastowa modernizacja poprzez zastosowanie dysz niskociśnieniowych, opuszczanych aplikatorów czy belek sterowanych według map cyfrowych gleby. Mniejsze ciśnienie w układach aplikujących wodę  to nie tylko oszczędność wody, ale i mniejszy rachunek za prąd czy paliwo do pomp.
 

Jednak nawet najlepsza instalacja irygacyjna będzie marnotrawstwem, jeśli uruchomimy ją „na wyczucie”. Współczesny rolnik musi zarządzać wodą tak, jak zarządza się kapitałem w banku – na podstawie twardych danych. Koniec z podlewaniem pola tylko dlatego, że słońce mocniej przygrzało. Narzędziem pracy stają się cyfrowe stacje meteorologiczne, tensjometry oraz sondy pojemnościowe monitorujące wilgotność gleby na kilku głębokościach jednocześnie. Sterowanie nawadnianiem musi opierać się na precyzyjnych modelach ewapotranspiracji oraz prognozach pogody. Uruchomienie drogiego systemu zraszania na kilka godzin przed nadejściem frontu burzowego to nie tylko czysta strata wody i energii, ale też ryzyko wypłukania cennych składników odżywczych w głąb profilu glebowego.
 

Najpotężniejszym i jednocześnie najtańszym zbiornikiem retencyjnym, jakim dysponujemy, nie jest jednak żaden betonowy rezerwuar, lecz sama gleba. To w jej strukturze kryje się największy potencjał obrony przed suszą. Zwiększenie zawartości materii organicznej i próchnicy, dbałość o strukturę gruzełkowatą oraz unikanie nadmiernego zagęszczenia ziemi pozwalają jej chłonąć wodę jak gąbka. Międzyplony, mulczowanie, pozostawianie resztek pożniwnych, stosowanie obornika i kompostu oraz odchodzenie od głębokiej orki na rzecz uprawy pasowej (strip-tech) to zabiegi, które drastycznie podnoszą zdolność gleby do zatrzymywania wilgoci. Tymczasem dane GUS bezlitośnie obnażają nasze zaniedbania: zimą aż 35,7% powierzchni polskich zasiewów i gruntów ugorowanych pozostaje całkowicie bez pokrycia roślinnością. To potężne marnotrawstwo przestrzeni biologicznej, które wystawia naszą ziemię na erozję i wysuszenie. Pokrycie tego areału roślinnością to najprostszy krok do poprawy bilansu wodnego kraju.

Musimy również przełamać mentalne i infrastrukturalne tabu dotyczące ponownego wykorzystania oczyszczonych ścieków. W 2023 roku zaledwie 0,8% polskich gospodarstw stosujących nawadnianie sięgało po wodę z odzysku. To rażące marnotrawstwo potencjału, zwłaszcza dla gospodarstw zlokalizowanych w sąsiedztwie oczyszczalni komunalnych czy zakładów przetwórstwa rolno-spożywczego. Oczywiście, bezpieczny recykling wody wymaga rygorystycznego nadzoru, instalacji filtrów różnego typu, ozonowania czy dezynfekcji UV oraz stałego monitoringu mikrobiologicznego.. Jednak odpowiednio przygotowany ściek oczyszczony może i powinna stać się bezpiecznym, stabilnym źródłem dla wielu gałęzi produkcji rolnej, odciążając cenne zasoby wód podziemnych.
 

Wszystkie te techniczne nowinki zdadzą się jednak na nic, jeśli państwo nie naprawi kręgosłupa polskiej hydrologii, czyli systemów melioracyjnych. Przez dziesięciolecia rowy melioracyjne traktowano jak autostrady do jak najszybszego pozbywania się wody z pól. Pomijając możliwości wykorzystania innych elementów armatury melioracyjnej, pozwalającej na dwukierunkowe wykorzystanie tych spranych autostrad.  
Dziś musimy wrócić do pierwotnej funkcji rowów czyli do  te systemy do pełnienia podwójnej funkcji: odwadniająco-nawadniającej. Montaż zastawek, progów, jazów i budowa kontrolowanych systemów odpływu pozwalają na elastyczne zarządzanie wodą w skali całych mikroregionów. Wiosną zatrzymujemy wodę w rowach, podnosząc poziom wód gruntowych w krytycznym okresie wschodów; latem utrzymujemy ten stan, a przed prognozowanymi ulewami zwiększamy przepustowość, by zapobiec podtopieniom. Ponad 270 zadań tego typu zrealizowanych przez Wody Polskie w latach 2020–2022 to dobry kierunek, ale wciąż kropla w morzu potrzeb.
 

Technologiczna transformacja polskiej wsi nie dokona się jednak sama, ani tym bardziej za darmo. Wszystkie te innowacje – od automatycznych pomp zasilanych fotowoltaiką, przez cyfrowe czujniki, aż po wielkie zbiorniki – wymagają gigantycznego kapitału. Rządzący muszą zrozumieć, że jeśli wdrożą system oparty wyłącznie na zasadzie „zrób inwestycję za swoje, a my ci może kiedyś zwrócimy część kosztów”, to nowoczesność zawita tylko do największych, najbogatszych agro-holdingów. Małe i średnie gospodarstwa rodzinne zostaną odcięte od wody i technologii z powodu braku płynności i zdolności kredytowej. Wsparcie państwa musi mieć charakter prefinansowania – potrzebujemy zaliczek, gwarancji kredytowych, państwowego leasingu urządzeń, dotacji dla spółek wodnych i finansowania inwestycji wspólnych, realizowanych przez grupy producentów w obrębie jednej zlewni. Tylko wtedy technologia stanie się tarczą chroniącą całe polskie rolnictwo, a nie przywilejem dla wybranych.


 

Wiesław Połczyński - Prezes Zarządu Projekt Środowisko

Instytut Gospodarki Rolnej — Opracowania Problemowe


 

Polecane artykuły

Kryzys w rolnictwie

Kryzys w rolnictwie wynika z pasywności i beztroski polityków

Alarmujące zagrożenia dla sektora mleczarskiego: Czy przemysł przetrwa nadchodzące kryzysy?

Alarmujące zagrożenia dla sektora mleczarskiego: Czy przemysł przetrwa nadchodzące kryzysy?

Rolnictwo Przyszłości - wprowadzenie

Rolnictwo Przyszłości - wprowadzenie