Dlaczego Polska nie zdobywa rynku mleczarskiego w Azji – Analiza błędów

Podczas IV Forum Spółdzielczości Mleczarskiej mówiono dużo o możliwościach rynkowych dla polskiej branży mleczarskiej w strefie ASEAN. Mówiono i w sumie się na tym skończy, bo w praktyce polskie firmy od lat popełniają te same błędy, a niektóre z nich wcale nie zależą od nich.

Błąd 1 – niekontrolowanie rynku

Problemem polskich producentów mleka na krajowym rynku jest to, że jego … nie kontrolują. To jest pewien ewenement na skalę europejską, a nawet światową. Na pocieszenie można powiedzieć, że to nie wina branży, ale w głównej mierze polityków, którzy pozwolili na „shurtowienie” sprzedaży artykułów spożywczych poprzez zgodę na rozwój wielkich sieci handlowych kapitału zagranicznego, zwłaszcza w centrach miast. O ile początkowo pomogło to rozwinąć skrzydła sektorowi rolno-spożywczemu (w tym także mleczarskiemu), to po pewnym czasie producenci w coraz większym stopniu tracili autonomię rynkową i kontrolę nad rynkiem. W efekcie hipermarkety (np. Tesco) oraz mniejsze sieci detaliczne (np. Biedronka) kontrolują i ustalają cenę mleka w Polsce. To one, w pewnym sensie, na zasadzie niemal kontraktów terminowych kształtują handel mlekiem oraz innymi produktami mleczarskimi na polskim rynku, a producenci mleka oraz rolnicy nie mają nic do gadania. Najbardziej skutki „shurtowienia” były widoczne, gdy został uwolniony rynek mleka, wówczas to sieć Biedronka pierwszego dnia zażądała od polskich producentów mleka obniżenia jego cen. Niekontrolowanie własnego rynku przez krajowych producentów przekłada się na osłabienie w relacjach eksportowych z potencjalnymi klientami.
Problemu „shurtowienia” nie byłoby, gdyby sieci handlowe (hiper i supermarkety) należały w dużej mierze do polskiego kapitału. To jest tak samo, jak w przypadku długu publicznego. Japonia mimo, że jej dług publiczny przekracza 220 procent PKB, to nie cierpi z tego powodu i jest bezpieczna, bo jest on w rękach Japończyków. Tymczasem ponad 70 proc. polskiego długu (który stanowi 54,1 proc. w stosunku do PKB) jest w obcych rękach, a 2/3 polskiego PKB wytwarzają zagraniczne firmy.

Błąd 2 – unijny letarg

Polski sektor mleczarski za bardzo myśli unijnie. Do pewnej chwili to było konieczne, bo wszak to dzięki środkom z funduszy europejskich rozwinął się krajowy sektor mleczarski (a szerzej rolno-spożywczy). Jednak dalsze myślenie pod dofinansowanie i późniejsze ewaluacje pozbawia te firmy spojrzenia w szerszym zakresie. Obecnie branża mleczarska powoli budzi się z unijnego letargu, ale wciąż – mimo posiadania wysokogatunkowych produktów – nie jest w stanie odnaleźć się na rynku pozaunijnym. Zbliżający się rok 2020 i następne lata zapewne będą głośnym budzikiem, nie tylko dla krajowego przemysłu mleczarskiego, ale dla całego polskiego sektora rolno-spożywczego.

Błąd 3 – przestarzała strategia

Z analizy strategii tylko pięciu największych polskich (o kapitale polskim, a nie utworzonych zagranicznych na prawie polskim) graczy rynkowych w sektorze mleczarskim wynika, że są poza głównym nurtem. Nasze, polskie firmy sprzedają konsumentom mleko, jogurty, sery itp. i wokół tego budują swoje strategie. Tymczasem główny trend w perspektywicznych planach działania liderów rynku nie jest budowany wokół produktów, tylko tego, co te produkty niosą. Co ciekawe poszyły one drogą, jaką wyznaczyła już dawno temu FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa). Otóż ta oenzetowska agenda w swoich raportach, badaniach, analizach nie podkreśla potrzebę produkowania mleka, jogurtów itp., ale dostarczania człowiekowi białka oraz innych związków organicznych niezbędnych do jego prawidłowego biologicznego rozwoju. Tę myśl podchwyciła i skutecznie wdrożyła nowozelandzka Fonterra, która skutecznie podbiła rynek chiński i azjatycki, a także inne regiony świata. Dostarczanie wysokogatunkowego białka w postaci mleka (płynnego, w proszku), jogurtów, serów przy wykorzystaniu mechanizmów marketingowych jest tym elementem, który daje atrakcyjność na rynkach eksportowych, oczywiście pod warunkiem konkurencyjnej ceny.

Błąd 4 – brak ekspertów od azjatyckich rynków

Polska branża mleczarska nie ma do dyspozycji wystarczającej liczby osób znających warunki eksportowe na rynkach azjatyckich. Wspomnianą na samym początku strefę ASEAN tworzy 10 krajów. Powstała ona jako przeciwwaga rosnącej dominacji Chin. Blok ten został wzmocniony utworzeniem w jej ramach strefy wolnego handlu AFTA. Trudno znaleźć w Polsce kogoś, kto rozumiałby mechanizm (systemy celne, podatkowe, certyfikaty jakościowe, sanitarne itp.) działania tej wolnej strefy z wykorzystaniem tego dla ekspansji eksportowej polskich produktów mleczarskich (czy szerzej rolno-spożywczych). To jednak nie wystarczy. Konieczna jest – w przypadku krajów azjatyckich – znajomość kultury i wiążącej się z tym etykiety. Dopiero wtedy można wchodzić na dany rynek. Wiele krajów europejskich już dawno odrobiło tę lekcję, o czym świadczą ich sukcesy na tamtejszych rynkach. Należy podkreślić, że błędem jest postrzeganie strefy ASEAN jako coś podobnego do unijnego obszaru gospodarczego. Żadne mechanizmy znane z UE nie sprawdzą się na tym 620-milionowym rynku konsumentów. Ponadto w Polsce jest zły system kształcenia znawców tamtego regionu świata. Polskie uniwersytety kształcą sinologów, japonistów, wietnamistów oraz innych orientalistów, ale wyłącznie w obszarze kultury, języka i historii. Tacy eksperci są potrzebni, ale dla biznesu nieprzydatni, jeśli nie mają oni pojęcia o elementarnych prawach ekonomii, marketingu, reklamy. Nikt studentów tych kierunków nie uczy jak poruszać się po danej gospodarce i rynkach. W efekcie nakłady na edukację takich ludzi są w dużej mierze – z punktu rozwoju gospodarczego – zmarnowane, a obecny system kształcenia na tych kierunkach ma raczej postać hobby. Niektórzy absolwenci odnajdują się na rynku jako tłumacze, a nawet sami zajmują się biznesem, głównie importem. Po wielu latach działania gospodarki rynkowej w Polsce widać – mimo iż wykształcono setki orientalistów – że w żaden sposób to nie odmieniło polskiego eksportu w tamten region świata.

Błąd 5 – śladowa dyplomacja gospodarcza

Branża mleczarska nie może także skorzystać z pomocy polskiej dyplomacji gospodarczej w regionie Azji. Zwyczajnie nie ma tylu państwowych ekspertów ani narzędzi, którzy byliby w stanie pomóc polskim firmom lub polski biznes mógłby skorzystać ze środków rzeczowych jak analizy rynku, listy doradców, opisu ścieżek certyfikacji itp. Nie ma ich, bo Polska nastawiała się głównie na rynek unijny, oddając walkowerem inne rynki, w tym azjatyckie. Kolejne rządy obiecują zmianę, ale z uwagi na brak środków i ekspertów nic w sumie w tym zakresie się nie dzieje i raczej nie wydarzy się w najbliższych kilku latach. To wymaga systemowej zmiany i pracy organicznej jak i u podstaw.

Podsumowanie

Błędów (a dokładniej problemów) oczywiście jest więcej. Nie chodzi tutaj o pognębienie, ale zrozumienie słabości, bo tylko wtedy można budować swoją siłę rynkową. Tak właśnie myślą Chińczycy, którzy wszelkie kryzysy postrzegają jako okazję. Wystarczy powiedzieć, że chiński wyraz oznaczający kryzys –危机 wēijī – składa się z dwóch znaków: „wēi” oznaczającego niebezpieczeństwo, ryzyko, stratę oraz „jī” oznaczającego okazję, szansę. Warto o tym pamiętać budując swoje strategie na chiński rynek, ale nie tylko tam, bo także na rynek strefy ASEAN.

 

Ekoterroryzm coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. Wywiad ze Szczepanem Wojcikiem

Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej udzielił wywiadu dla portalu wmeritum.pl na temat zjawiska ekoterroryzmu, które...

Więcej...
133 mln euro na promocje produktów rolnych

Komisja Europejska w Rocznym Programie Prac na 2017 rok przeznaczy 133 mln euro na programy informacyjne i promocyjne...

Więcej...
Dlaczego Polska nie zdobywa rynku mleczarskiego w Azji – Analiza błędów

Podczas IV Forum Spółdzielczości Mleczarskiej mówiono dużo o możliwościach rynkowych...

Więcej...
Dyrektor IGR w Polskim Radiu 24 o sytuacji polskiego rolnictwa

Na antenie Polskiego Radia 24 o sytuacji w polskim rolnictwie oraz rywalizacji...

Więcej...

   

Kontakt z Instytutem

Zapraszamy do współpracy. DOŚWIADCZENIE, które poprowadzi Cię na każdym kroku.

 

+48 (22) 299 70 35

biuro@instytutrolny.pl

2016 © Instytut Gospodarki Rolnej